Grechuta na drutach. Inspiracje płynące z muzyki i poezji przeniesione do ręcznie robionej dzianiny. Czy to możliwe, czy wykonalne i czy w ogóle miałoby to sens? Takie pytania i wątpliwości pojawiły się trochę później, pierwotny zamysł był nagły, jasny, niebudzący wątpliwości. Teraz właśnie przyszło mi do głowy zupełnie nowe słowo „pozamysł” na określenie pomysłu pojawiającego się niezależnie od racjonalnych trybów myślenia. Oczywiście wiem, że jest mnóstwo już istniejących trafnych słów, choćby idea, lecz przecież nie zawsze trzeba korzystać z gotowych wzorów, można czasem spróbować inaczej. Sprawdza się to nie tylko w dziewiarstwie i tworzeniu rękodzieła, ale po prostu w życiu. Można, a nawet trzeba „chwytać myśli nagłe jasne”, zwłaszcza gdy są bliskie sercu, gdy czuje się, że wyrażają prawdę, która jest „gdzieś w nas”.
Brzmi zachęcająco, lekko i
przyjemnie, ale nie zawsze będzie to szło tak gładko. Zaraz potem pojawiają się
obawy, wątpliwości, oceny, umniejszanie, dezaprobata, gdy już „myśl w własne
wątpia zapuściła szpony i gryzie siebie sama w swej własnej otchłani”.
Zawsze lubiłam ten obraz, bo choć taki lepki i mroczny, to trochę mnie śmieszył
i pomagał zdystansować się do moich osobistych stanów tego typu. Poza tym jako
dziewiarka zamiast szponów myśli mogę użyć ostrych drutów i za ich pomocą
tworzyć nowe obrazy, a nawet krajobrazy.
Pamiętam dobrze tamten dzień
ubiegłego lata. Podążałam wzorkiem – oj, przepraszam – wzrokiem za kołującymi
jaskółkami i przypomniało mi się wiele dobrych rzeczy związanych z tymi
ptakami. Bardzo dobry był już sam ten moment, kiedy przerwałam inne zajęcia,
inne myśli i popatrzyłam do góry, na chmury i na te ptaki. Wówczas moje myśli
zaczęły krążyć swobodnie, bardzo spodobało mi się, jak te „jaskółki kreślą
nad wodami freski”, odezwała się we mnie dziecięca radość i poczułam, jak „gdzieś
w nas płoszą dzieci jaskółki”.
Jakie to szczęście, że właśnie takie piosenki
wracają do mnie same. Nasuwa się tu porównanie do ptaków wracających do swoich
gniazd, ale nie byłoby ono trafne, gdyż niektóre utwory pojawiają się po wielu
latach, a inne nigdzie nie odlatują, nie ma więc żadnej przewidywalności. Jest
za to pewność, że one wszystkie są „gdzieś w nas”, nie tylko we mnie.
Może wypadałoby napisać
jakieś wypracowanie o tym, jak twórczość Marka Grechuty wpłynęła na moją
wrażliwość, na miłość do poezji, sposób patrzenia, czytania, słuchania, na
radość życia… ale obawiam się, że nie potrafiłabym tego zamknąć w wypracowaniu.
Poza tym mogłoby to być po prostu nudne. Zatem, nie chcąc czynić drugiemu, co
tobie niemiłe, pomijam wątek wypracowań, uzasadnień i wyjaśnień, że naprawdę
jestem w pewnym stopniu utkana z Grechuty. Bo jestem. I nadszedł czas, żeby
wpleść to w dzianinę.
A choćby krytyczna część
mojego umysłu próbowała spłoszyć te pomysły, to jednak bogactwo motywów
obecnych w twórczości Marka Grechuty jest dla mnie tak pociągające, że nie ma
już odwrotu.
Nawet fakt, że to są całkiem
różne obszary: muzyka, poezja, dzianina – zamiast utrudniać zadanie, jeszcze
bardziej mnie pociąga i daje swobodę interpretacji. Jeśli nie da się czegoś
dosłownie odtworzyć, to otwiera się nowa przestrzeń w tworzeniu dzianiny. I
choć dopiero poznaję te tereny, to już czuję się tam jak u siebie.
Pamiętam, jak podczas pracy
nad wzorami maków i chabrów frustrowałam się, że nie wychodzą takie – no
właśnie jakie? – jak na żywo, jak na zdjęciu. Mimo iż ta frustracja miała
gorzkawy smak, zrozumiałam wtedy, że przecież wcale nie chodzi o idealną
dosłowność, by dzianiną namalować polne kwiaty.
Nawet Marek Grechuta
zastanawiał się, w imieniu Toulouse-Lautreca, „Jak namalować tańczącą bolero”
i znalazł trafną odpowiedź: „chyba że z takiej pamięci”. Żadna tam
pewność czy sprawdzona technika, po prostu własna pamięć, zapisane w umyśle i w
ciele „kaskady rytmów i chęci”.
Pierwszą moją próbą dzianinowego „malowania” był
ten szal (klik). Operując kolorami i rzędami skróconymi, pokazałam bliski sercu
pejzaż: drogi, pagórki i wczesnowiosenne błota i śniegi. Tamten szal dał mi
odwagę wplatać poezję na druty.
Nucę sobie słowa: „stoją
gorzkie pagórki, bo gorzka jest zieleń, gdzie przebiega wilk nocy i prędki dnia
jeleń”, albo „światło szeleści, zmawiają się liście na baśń co lasem jak
niedźwiedź się toczy” i wiem, że nie chodzi mi o to, by opracować wzór na
jelenia, wilka i niedźwiedzia, choć oczywiście nie wzbraniam się przed tą
zwierzyną. 😉
Mam wiele pomysłów na kolejne
motywy z Grechuty, lecz nie planuję rzeczy, które pomieściłyby w sobie jak
najwięcej elementów, tak jak w Szopkach Krakowskich. Nie będą to wypełnione
detalami epickie dzianiny, raczej snuć się będzie liryka, no i mam nadzieję, że
nie pojawi się jakiś dramat.😉
Cały ten projekt, choć tak
bardzo osobisty, pokazuje też, że jesteśmy częścią czegoś większego, bo ani
przyroda, ani muzyka, ani literatura, ani Grechuta, ani druty, ani wzory nie są
moją własnością. Wszystko jakoś wiąże się ze sobą, a korzystając z dostępnego
dziedzictwa, możemy tworzyć nowe sploty.
W ramach inicjatywy „Polskie
wzory w dziewiarstwie. Ujęcie współczesne” nasze poszukiwania doprowadzają
także do tego, co jest bardzo blisko, po prostu „gdzieś w nas”.
Dziś przedstawiam pejzażowy
szal z dzbanem. To szczególna dzianina, zrobiona na okrągłe urodziny mojej
siostry. Wybrałam jej ulubione kolory i wplotłam bliskie sercu motywy.
Fraza „W dzbanie jeziora
drzemie chłód niebieski” to fragment wiersza Tadeusza Nowaka „Krajobraz z
wilgą i ludzie”, jeden z utworów ze znakomitej płyty „Pieśni Marka Grechuty do
słów Tadeusza Nowaka”. Był czas, że słuchałyśmy tego na okrągło.
Szal powstawał długo, bowiem często wymagał
operowania kilkoma nitkami jednocześnie. Na wyjazd nad morze też go zabrałam.
Było parę chwil dogodnych, trochę przybyło podczas jazdy, trochę przy porannej
kawie. Motywy układałam na wyczucie w trakcie pracy, a w drugiej części
starałam się uzyskać efekt symetrii. Na każdej części jest jedna połówka
dzbana, a po połączeniu widoczna jest całość.
Jednakowo ważna jak sam dzban
jest cała reszta: cała okolica, cała przeszłość i wszystko, co z tej
przeszłości stworzyło nasze teraz.
A oto ta dzianina:



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz