Dziś, korzystając z wolnego popołudnia, wracam do
opowieści o dziewiarskich pamiątkach z wakacji.
Otwieram folder ze zdjęciami i mam wrażenie, jakbym
otwierała drzwi do tamtego czerwcowego dnia na plaży, kiedy powstawały zdjęcia
moich trzech dzianin. Wydaje mi się, jakbym znów tam była, niemal słyszę szum
fal, czuję piasek pod stopami… Ale te chwile są już wspomnieniem, które właśnie
odświeżam i zarazem utrwalam poprzez dobre emocje i obrazy. Nie wątpię, że tak
też będą działały dzianiny podczas ich używania. To coś, co długo powstaje, a
potem długo cieszy.
Dobrze, że nie zamieściłam na blogu od razu wszystkich
trzech rzeczy z całej sesji zdjęciowej. Chodziło mi o to, by każdą z dzianin
zaprezentować osobno. Teraz dodatkowo dostrzegam, że nie tylko dzianiny na tym
zyskują, ale i moje patrzenie, mam bowiem więcej dystansu. Jestem przecież już
w innym miejscu, w innym czasie. A ten folder – ten portal – pozwala mi widzieć
nieco inaczej i nawet trochę więcej.
Na przykład dopiero teraz zauważam, że kolejność
fotografowania dzianin była odwrotna względem czasu ich powstawania. Pierwsza
pod obiektyw trafiła bluzka z cekinami, najnowsza z dzianin. Potem owinęłam się
cieniowaną chustą, zrobioną wcześniej niż bluzka, a jako ostatnia została
sfotografowana dzianina wykonana wiele miesięcy wcześniej. Wyszło zabawnie,
jakbym cofała się w czasie. I tak, zgodnie z tym porządkiem, pierwsza w
wakacyjnym cyklu pojawiła się jedwabna, kolorowa bluzka z cekinami.
Dziś czas na chustę z kręgosłupem. Wraz z nią cofam się
nie tylko do dnia zdjęciowego nad morzem, ale również do kwietniowych targów
włóczkowych, bowiem bazowa przędza wykorzystana do tej dzianiny jest pamiątką z
Yarnmarku. Motek luksusowej włóczki skarpetkowej Hot Socks Silk z jedwabiem od
Woolloop wydawał mi się zbyt cenny na skarpety, a choć kocham je robić, to
jednak włóczkę o tak zachwycających kolorach postanowiłam wykorzystać inaczej.
Zrobiłam trójkątną chustę sposobem dobrze mi znanym, wiele razy stosowanym,
lecz po raz pierwszy ze świadomie użytym, niedawno poznanym określeniem „chusta
z kręgosłupem”. Moje wcześniejsze chusty ażurowe miały żeberka. Jakże jednak
mogłam lekceważyć tak istotny anatomiczny element jak kręgosłup? 😉
Takie to zaskoczenie wsteczne. 😉
Wracając do chusty – do bazowej, cieniowanej włóczki
dodałam gładkie pasy zieleni, różu i fioletu z innych włóczek, pozostałości
wcześniejszych projektów. Każdy z nich był jak odgałęzienie w pamięci
prowadzące do innych dzianin, innych chwil, innych wspomnień. Nie będę jednak
opisywać tych włókien ani dzielić ich na czworo lub pięcioro. Nie tylko
dlatego, że są dodatkiem do kolorowej nitki głównej, ale także dlatego, że
chusta jest nową, osobną dzianiną.
I to tyle wspomnień na dziś. Wróćmy do teraz, bo to
właśnie jest czas na tworzenie przyszłych wspomnień.
Cdn…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz