Kiedy myślę o pamiątkach z wyjazdów, nasuwa mi się podział na trzy kategorie: pierwsza to rzeczy fizyczne, druga – niematerialne i trzecia – coś pomiędzy tymi dwoma. To, z czym się wraca, to przedmioty, wrażenia, doświadczenia i wreszcie zdjęcia, które później mogą odnawiać wspomnienia. Przyznam, że podoba mi się tak ułożony podział. Zaraz jednak przychodzi kolejna myśl, która, jak morska fala, zmywa ten porządek i nie ma w tym destrukcji, ale odświeżenie spojrzenia, pokazanie nowego obrazu muszli i kamyczków, obmycie piasku gładką taflą, a potem następna fala i kolejna, i tak od nowa. A ja mogłabym tam stać i stać, ale zaraz… przecież jestem już w domu, przed ekranem, i piszę tekst na bloga o wakacyjnych pamiątkach dziewiarskich. Zbudowany przeze mnie podział na trzy kategorie pamiątek, niczym babki z piasku, rozpływa się w wodzie i na nowo wraca do całości. Podoba mi się ten obraz.
Wiadomo, że
materia i duch przenikają się wzajemnie, nasze myśli i wrażenia przekładają się
na fizyczne, realne ścieżki neuronalne. Wszelkie doświadczenia, emocje i
treści, którymi się karmimy, tworzą nasze życie. A skoro mowa o tworzeniu, to
wsłuchując się w to słowo, uświadomiłam sobie, że aby móc tworzyć, trzeba się
„o-tworzyć”: na głos intuicji, podszepty duszy i na to, co nowe, nieznane. Mogą
temu sprzyjać wyjazdy, zwłaszcza gdy znajdzie się też miejsce na świadome
przeżywanie, czas na skupienie, przyjęcie inspiracji i znalezienie dla nich
odpowiedzi w swoim życiu. Ten ciąg dalszy następuje zwykle potem, po powrocie.
Być może powyższe słowa wydadzą się komuś rozmyte i w zniecierpliwieniu
chciałby przypomnieć mi, że miałam pisać o dziewiarskich pamiątkach, że co to
niby za „wy-wody”, więc do brzegu, do brzegu… Spokojnie, będzie o
dziewiarstwie. A na brzegu, w pewnym sensie, wciąż jestem. Patrzę na horyzont,
na powierzchnię wody, przyjmuję kolejną falę, która może zmyć wszystkie słowa z
poprzednich zdań.😊
Wróćmy więc
do tematu. Czy mam aż tyle pamiątek dziewiarskich, że postanowiłam poświęcić
temu kilka postów? Hmm. Zacznę może od tego, że od lat jakoś tak się składa, iż
nie przywożę z wyjazdów żadnych włóczek, gadżetów ani czasopism. Nie żebym tego
nie chciała, jednak nigdy nie był to cel podróży czy ważny punkt programu.
Zdarzało się natomiast, że zatrzymywałam się obok sklepu z włóczkami, lecz
akurat była to niedziela albo inny dzień, tylko godzina zbyt wczesna lub zbyt
późna. Zdarzyło mi się też, że nawigacja wyprowadziła mnie… może nie w pole,
ale na pewno nie do centrum włóczkowego. Nie płakałam z tego powodu, bo przy okazji
poznałam piękne zakamarki Pragi.
Zatem skoro
nie przywożę włóczek ani akcesoriów drutowych, to o jakich dziewiarskich
pamiątkach jest mowa? O dwóch rodzajach. Pierwszy to rzeczy, które robię na
drutach podczas podróży, drugi – zdjęcia dzianin zabieranych na wakacje właśnie
w tym celu. To dobry czas i dobre miejsce na fotografowanie, a dzięki temu
wakacyjne chwile zostają ze mną na dłużej. W tym roku, wybierając się nad
morze, do relaksu z drutami zabrałam dwie bardzo różne robótki, a do
sfotografowania wzięłam trzy dzianiny skończone już jakiś czas temu.
Dziś pokażę
kolorową bluzkę z jedwabiu Madragoa Rosarios4. W ubiegłych latach z tej włóczki zrobiłam
dwa letnie topy (ten i ten - podaję link do ravelry, gdyż właśnie odkryłam, że nie pokazałam go na blogu). Obydwie bluzeczki często noszę latem i bardzo je lubię. Miałam w zapasach
moteczki w innych kolorach, przeznaczone na paseczkową dzianinkę. Lubiłam na
nie patrzeć podczas przeglądania swoich skarbów. Połączenia wydawały mi się
lekkie i optymistyczne. Podsuwałam je pod oczy wnuczce, lecz na niej nie
zrobiły wrażenia. Cóż, przyszło mi zrobić coś dla siebie. 😉
Wiosną, na
krakowskich targach włóczkowych, na stoisku Woolloop zobaczyłam włóczkę z
subtelnymi cekinami i wykonany przez Monikę letni top z dodatkiem tej nitki
(klik). Zachwycił mnie pomysł połączenia pastelowych pasów z błyszczącymi
gdzieniegdzie cekinami oraz wykorzystanie wzoru szewronowego. Inspirując się tą
dzianiną, postanowiłam po raz pierwszy w życiu zrobić coś z włóczką z cekinami.
Pamiętając, jakie mam w domu kolory jedwabiu Madragoa, dobrałam kilka motków
cekinowej Sesii Flora Pailettes. Zrobiłam dla siebie letnią bluzkę z rękawkami
i dekoltem typu łódka. Robiłam na oko, od góry, metodą Contiguous, z podkrojem
na przód, więc początek był nieco stresujący. Po pierwszej przymiarce dalsza
praca była już przyjemnie dynamiczna – ze zmianą kolorów, dodawaniem cekinów i
obserwowaniem, jak praca posuwa się naprzód. Efekt widać na poniższych
zdjęciach. Delikatnie lśniące cekiny są jak biżuteria, jak refleksy
zachodzącego słońca odbijające się na tafli wody…
Cdn.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz