Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Comfort Zone Knits. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Comfort Zone Knits. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 września 2026

Dziana wycinanka

Jest piękny wrześniowy dzień, bezwietrzny, słoneczny. W ciszę wplata się coraz głośniejszy szelest liści, a zawsze energiczne wiewiórki teraz jakby jeszcze bardziej się spieszą. Wypadałoby iść w ich ślady, uważając tylko, by w pośpiechu nie zgubić listy spraw i nie potknąć się o któreś z ważnych zadań. Można też zwolnić nieco, popatrzeć na wiewiórkę, na niebo, chwycić jeszcze parę promieni słońca, które ostatnio wcześniej chodzi spać. Po prostu zatrzymać się na chwilę, a potem iść dalej, może nawet przyspieszyć😊

Jedne rzeczy wysuwają się na plan pierwszy, inne pozostają w tle, potem się to zmienia, tak to przeplatają się różne wątki i czasem dopiero z perspektywy czasu można zauważyć, które z nich były naprawdę istotne, co z nich zostało w tkaninie naszego życia. Wprawdzie brzmi to trochę górnolotnie, ale chodzi mi bardziej o docenienie codzienności, zwyczajności i tych rzeczy, które dzieją się przy okazji.

W żakardowej dzianinie wzór nie istnieje bez tła, obydwa kolory są ważne, a decydujący wpływ na ostateczny efekt ma połączenie wybranych kolorów, sposób, w jaki jeden wpływa na drugi. Jak nietrudno się domyślić, bohaterką dzisiejszego postu jest dzianina z żakardowym wzorem. Nie zostawiamy jednak tematyki meteorologiczno-przyrodniczo-filozoficznej😊

Sweter „Kurpie” zaprojektowany przez Renię Grabską zaczęłam robić w ramach testu dziewiarskiego na początku roku, ale z prezentacją gotowej dzianiny trzeba było poczekać. Ten wzór opublikowany został we wrześniu i wtedy to światło dzienne ujrzał pierwowzór Reni i wiele pięknych wersji testowych. Projekt ten ukazał się w książce „Pokolenia”, powstałej we współpracy Martins Lab z polskimi projektantkami dzianin. W tej publikacji znalazły się dwa wzory Reni, i oba miałam przyjemność testować. Dziś pokażę sweter Kurpie.

Miałam zdjęcia tej dzianiny zrobione wiosną, ale chciałam też jakieś aktualne, zwłaszcza że po letniej przerwie znów noszę ten sweter, sprawdza się dobrze w chłodne poranki. Zarówno zdjęcia marcowe, jak i wrześniowe powstały niejako przy okazji. Na bloga postanowiłam wybrać zdjęcia z jednego dnia, te, które lepsze, jasna sprawa. Kiedy otworzyłam pliki ze zdjęciami i porównałam obie sesje, zaskoczyło mnie pewne podobieństwo okoliczności, w okolicach równonocy: wtedy jeszcze zima i nadchodząca wiosna, teraz wciąż lato, ale już jesiennie, wtedy wystawiałam się na pierwsze promienie słońca, teraz czuję odchodzące lato, wtedy kozaki i golf pod swetrem, teraz jeszcze sandały, a pod swetrem cienki podkoszulek. Spodobała mi się ta symetria, więc zamieszczam i jedne, i drugie.

Z tym swetrem wiąże się wiele dziewiarskich wrażeń. Znając wzory Reni i sposób, w jaki są opracowane, ucieszyłam się z zaproszenia do testu. Wiedziałam, że to ma być tajny projekt, tzn. utrzymywany w tajemnicy do czasu publikacji książki, polskiej książki z wzorami, miło mieć swój drobny udział w takim przedsięwzięciu. Ogromnie cieszy rozprzestrzenianie się pomysłu na wplatanie wzorów regionalnych we współczesne dzianiny.

Moją wersję swetra "Kurpie" zrobiłam z ciemnoróżowej włóczki Silke Peo (kolor 250), którą połączyłam z resztkami szarej wełny z odzysku, którą kiedyś dostałam od siostry. 

Wykonanie tego swetra było dla mnie emocjonujące również z bardzo konkretnego powodu – był to mój pierwszy w życiu sweter z okrągłym żakardowym karczkiem. Podziwiałam tę formę dziewiarską u innych, ale myślałam, że to nie dla mnie, nie potrafiłam sobie wyobrazić, by dobrze na mnie leżało. Technicznie zastanawiałam się, jak wycyrklować między namiotem a ciasnotą (cyrkiel przy takiej formie nie taki znów przypadkowy). Ufałam opisom Reni i z niecierpliwością przeplatałam nitki, cudownie było patrzeć na powstający wzór wycinanki. Nie mogłam się doczekać rozdzielenia korpusu i rękawów tak bardzo, że nie zrobiłam zdjęcia na etapie karczka, a takie rozety wyglądają fantastycznie. No cóż, przy następnej tego typu dzianinie na pewno zrobię zdjęcie😊

A oto moja dziana wycinanka:















czwartek, 6 listopada 2025

Strefa komfortu

Listopad jak dotąd rozpieszcza pogodą, kolorami, pięknymi widokami. Ten miesiąc nie ma najlepszej opinii, bywa określany jako smętny, bury, mokry i mroczny, lecz jaki jest naprawdę? Nie odpowiem na to pytanie, bo przecież każdy dzień, pory dnia a nawet godziny różnią się od siebie, a każdy z nas inaczej odbiera rzeczywistość. Nawet podczas pogody opisywanej jako przygnębiająca można wejść w dzień z wielką radością, że oto są dobre warunki do skupienia i jednocześnie jeszcze bardziej te słoneczne dni, które pozwoliły na udaną wyprawę albo pracę w ogrodzie – nasuwa mi się kilka przykładów wziętych z życia nie tylko mojego😊 Jakkolwiek byśmy jednak na ten listopad nie patrzyli, to trzeba przyznać, że jest to miesiąc, kiedy jakoś tak bardziej chce się zadbać o komfort, o przytulność, o wypełnianie swojej strefy komfortu ciepłem – pożywienia, odzienia, światła. Większej mocy nabierają koce, świece, kubki z aromatyczną herbatą, filiżanki z kawą, lektury i jeszcze … spacery, bo natura też otula i rozgrzewa ciało i duszę. Tutaj na blogu skupiam się na włóczkowym zakątku, na otuleniu, jakiego dostarcza dzianinowa pasja.

Mam dziś do pokazania sweterek i komplet składający się z czapki i komina. Luźny sweterek zrobiłam dla siebie, a dodatki dla mojej przyjaciółki. Wszystkie te trzy rzeczy wykonałam z bardzo miłych i przytulnych włóczek, w kolorach mglistych i nieoczywistych, w szarościach i zieleniach. Dzianiny te powstały w ramach testów dziewiarskich, dla Reni Grabskiej @comfortzoneknits - Pulower Clairmont oraz dla Magdaleny Antolak @wloczkowy_chill - komplet Tenderness.  Wcześniej przez dłuższy czas nie brałam udziału w żadnych testach, nie chciałam wiązać się terminami ani też robić specjalnych zakupów, decyzję taką podjęłam podczas przeszukiwania zapasów do pewnego ciekawego projektu, okazało się, że żadna z włóczek się nie nadawała, były cieńsze, były grubsze…. i przede było ich dużo. Od tamtego czasu moje zapasy uszczuplały trochę, ja natomiast nabrałam apetytu na testowanie. Kliknęło gdy zobaczyłam zaproszenie Reni Grabskiej Comfort Zone Knits, znałam wzory Reni, perfekcję jej opisów, bardzo komfortowe terminy realizacji, a przede wszystkim wiedziałam że jej dzianiny dobrze się robi i jeszcze lepiej nosi. Nazwa Comfort Zone Knits nie mogła być lepiej dobrana! Sweterek Clairmont urzekł mnie swoją prostotą i ciekawymi detalami. Efekt miękkości dzianiny wzmacniało użycie dwóch nitek, w tym jednej moherowej. Było to pewne ryzyko, trochę obawiałam się moheru. W ubiegłym roku porozdawałam dzianiny z dodatkiem dropsowego Kid Silka, które po prostu mnie gryzły, Postanowiłam więc sprawdzić inne włóczki. Miało tu  więc także miejsce innego rodzaju testowanie – jak zareaguję na inną niż Kid Silk mieszankę moheru z jedwabiem. Sesia Vivienne okazała się dla mnie łaskawa, chodziłam już w tym swetrze i było miło😊 Jasno szary kolor Vivienne dobrałam do pięknego szarego merynosa ręcznie farbowanego Woolove Merino signle,   który kupiłam na pierwszych moich targach włóczkowych.

Pozostając w strefie komfortu drutowo włóczkowego postanowiłam poszerzyć mój repertuar dziewiarski o jeszcze coś nowego. Tym czymś okazała się zaprojektowana przez Magdalenę Antolak romantyczna, delikatna i oryginalna dzianina o pięknej nazwie Tenderness, czyli czułość. Połączenie dwóch różnych warstw dało zarówno ciepło jak i efekt estetyczny, trójwymiarowość i przyjemną miękkość. Sam wzór zachwycił mnie od pierwszego spojrzenia, dodatkowo doszło jeszcze odkrycie, że byłby to idealny komplet dla mojej przyjaciółki. Od roku jak nie dwóch zabierałam się za jakiś komin pasujący jej zarówno do granatowego jak i zielonego płaszcza, ale zawsze coś mi nie grało, jak nie wzór to kolor, a to błękit zdawał się zbyt płaski, a to zieleń za ciężka i nagłe przyszedł błysk i pewność, że to ma być  taka szarość z rozmytą zielenią właśnie w tym komplecie. Użyłam włókien najmilszych, tego samego co w sweterku Clairmont moheru z jedwabiem Sesia Vivienne oraz cudnej mieszanki alpaki, jedwabiu i kaszmiru Meme Yarns Billy and Jilly. Choć robiłam na odległość i na wyczucie trafiłam z rozmiarem i przede wszystkim z upodobaniami😊 

Pozdrawiam ciepło wszystkich odwiedzających, dbajcie o siebie i swoje strefy komfortu😊

Ps. Choć w tekście najpierw piszę o swetrze, a potem o komplecie, to prezentację  tych dzianin zaczynam od kompletu Tenderness, od zdjęć, które właśnie otrzymałam od Agaty, ależ to jest uczucie!  Tak więc w poście dzianiny pojawiają się zgodnie z kolejnością  powstawania, a pod tekstem zdjęcia  zgodnie z moimi emocjami :-) Kolory różnią się w zależności od  światła, tak jak w życiu, więc każdy z nich jest prawdziwy. 























wtorek, 26 września 2023

Wczesnojesienne rozmarzenie

Zwykle o tej porze roku odbywa się u nas smażenie powideł, które trwa przez kilka dni, zaczyna się od kupienia albo przywiezienia, a wcześniej zerwania śliwek, wypestkowania, wrzucenia do specjalnego gara. Przemiany kolorów od matowej śliwkowej niebieskości z błyszczącym pomarańczowym wnętrzem pod wpływem temperatury przechodzą w czerwień, bordo, burgund i brąz. Widowiskowo zmieniają się barwy, gęstnieje konsystencja a mieszkanie wypełnia cudowny, ciepły aromat.

Tego roku zaprzyjaźnione śliwy nie obrodziły,  trzeba się więc wybrać na plac targowy i rozejrzeć za węgierkami.  Takie śliwkowe, jesienne już skojarzenia nasunęła mi testowana przeze mnie dzianina - Jurate kardigan. Do śliwek nawiązuje kolor włóczki, a cała reszta z nadmorską nazwą projektu na czele kojarzy mi się z latem. Robiłam ten sweter dość długo, gdyż mogłam sobie pozwolić na rozłożenie pracy w czasie, dziergałam go z przyjemnością, przed wyjazdem nad morze, trochę na wakacjach, trochę w podroży, skończyłam po powrocie. Kardigan Jurate ma oryginalną konstrukcję i ciekawy wzór, jednak pracuje się z nim dość łatwo, a motyw ażurowy zapamiętuje się po pierwszym powtórzeniu. Znając już dzianiny zaprojektowane przez Renatę Grabską wiedziałam, że będę zadowolona i z opisu, i z dziergania i wreszcie z noszenia. Nie myliłam się. Swoją wersję zrobiłam dopasowaną, tak by w chłodniejsze jesienne dni swobodnie ubrać na to coś jeszcze, aż chciałabym napisać że jesionkę, ale tak naprawdę nie wiem co to za ubranie, poza przypisaniem do pory roku, więc  jeśli nawet kiedyś jesionkę nosiłam, to nie nazywałam jej w ten sposób, czy zatem była to jesionka?

Kardigan ten zrobiłam z włóczki Drops Baby Merino, którą kupiłam do zupełnie innego projektu, ale wtedy nie podszedł mi kolor, tym razem ten ametyst dopasował się idealnie. Tak, słuszne spostrzeżenie – to ametyst nie śliwka! Cóż, nie było w tym roku smażenia powideł, póki co, nie będzie też długiego wysmażonego tekstu, dzisiaj 😉

Tegoroczne lato okazało się bardziej owocne dziewiarsko niż owocowo A co przyniesie jesień? Zobaczymy. A tymczasem pozdrawiam ciepło, serdecznie, jesiennie 😊




 




















poniedziałek, 28 sierpnia 2023

Gdy lato się dopełnia

Jest taki okres pod koniec lata, pora piękna i łagodna, kiedy to lato trwa sobie jeszcze w najlepsze, a w tym jego trwaniu już coraz wyraźniej widać przemijanie. Przez zmiany kolorów, nastrojów i temperatur jakby przez ścianę przechodzi jesień i ze spokojną stanowczością bierze dorobek lata.

Nie ma wyraźnej granicy między jedną porą a drugą, między wakacyjnym szaleństwem a jesiennym ugruntowaniem. W tym czasie jak w wielkim koszu mieszczą się i moszczą rozmaite wrażenia. Są w nim świeże doświadczenia już zmieniające się we wspomnienia, nowe plany i postanowienia, praca, odpoczynek, ciekawość, zmęczenie, sprawy domowe i wyjazdowe. Niosę ten obficie wypełniony kosz, a może to on mnie niesie, a ja tylko daję się ponieść jego zawartości. Na razie jej nie sortuję, nie rozdzielam, nie szufladkuję. Jeszcze cieszę się tym wszystkim, tym niezwykłym trwaniem, w którym jest i przemijanie i zapowiedź czegoś nowego. Przybyło mi doświadczeń, siwych włosów, spotkań z ludźmi, z przyrodą, z samą sobą, przybyło książek przeczytanych i nowych do przeczytania, dzianin skończonych i tych zaplanowanych.

A z dziewiarskiego koszyka wyciągam dziś dwie jasne letnie bluzki. Pierwsza to Summer Sky, projekt Comfort Zone Knits. Druga dzianina to moja testowa wersja Sarandy zaprojektowanej przez Dorotę Knitolog Morawiak.

Błękitną bluzkę zrobiłam z włóczki Madragoa Rosarios 4, jest to 100% jedwab. Szaro biała Saranda powstała z mieszanki bawełny i jedwabiu Fibra Natura Papyrus (77% bawełna 23% jedwab). Zatem obydwie bluzki łączy jedwabna nić, oto one:




























poniedziałek, 15 maja 2023

Moje dziewiarskie abecadło. R jak rekreacja i rozwój.

Rozmaitość rękodzielniczych rozrywek rozprzestrzenia się na różne rejony, a rozpoczyna się od nabrania oczek, od jednego rządka,  potem kolejnego. Relaksujące robienie na drutach, rytmiczne ruchy rąk, rozluźnienie, rozmyślanie… a czasem rozkojarzenie, jakiś błąd w rozliczeniach, rozczarowanie i chęć zmiany rutyny.

Równocześnie rozrywka i rozwój – oto czym jest dla mnie rękodzieło. Różnimy się jednak, każdy ma swoje sposoby na relaks i swoje ścieżki rozwoju. Jeśli uda się znaleźć coś naprawdę swojego, bliskiego sercu wówczas rozwijanie pasji staje się czymś naturalnym a nawet subiektywnie niezbędnym. Dobrze pasuje mi tu słowo „rekreacja”, a że jedną z moich ulubionych rozrywek jest też wsłuchiwanie się w słowa i ich sens, to zatrzymam się chwilę nad tą rekreacją. Pięknie wiruje mi ten wyraz. Pierwsze skojarzenie to odpoczynek związany z jakąś formą aktywności, różne to mogą być rzeczy, ale to co jest uniwersalne to „re-kreacja”, ponowne tworzenie. Rekreacja to odpoczynek, a kreacja to tworzenie czegoś na nowo, ale z czego? Z tego do czego mamy dostęp, z siebie samego, z nitek wspomnień, z kłębków wrażeń, ze zgromadzonych zapasów i nowych pragnień, z tego co było, z tym co przychodzi… Tak rozumiana regeneracja robi robotę w kwestii rozwoju! To była reklama regeneracji i rozwoju😊 O rozwoju napisałam już nieco kiedyś w poście „Użyć zwoju do rozwoju”, zachęcam do lektury tamtego tekstu. Dziś nie będę pisać rozprawy o rozwoju, bo to temat tak duży, że aż na całe życie, przytoczę za to przykład z rodzinnego ogródka. Tak oto w moim dziewiarskim abecadle w rozdziale poświęconym R pojawia się również rodzina. Większość mojego bloga jest ilustracją tego jak rodzina wpływa na rozwijanie pasji, bo mam dla kogo robić i jeszcze długo będę miała, różne rzeczy w różnych rozmiarach. Ponadto robienie dla rodziny jest też mniej ryzykowne, mniej stresujące. Jest też druga strona medalu, którą w gruncie rzeczy też lubię. Bliskie osoby nie owijają w bawełnę, mówią wprost gdy coś im się nie podoba, a nawet nie muszą mówić.  Jeszcze innym motywatorem rozwojowym są rodzinne zamówienia, czasem zaskakujące. Ostatnio siostra poprosiła mnie o zrobienie czapki na wiosnę i lato, ażurowej, lekkiej i żeby przypadkiem nie była za ciepła i w żadnym wypadku nie gryzła jak niemal każda wełna, no więc najlepiej z bawełny. Czy ty wiesz o co mnie prosisz? Chyba się nie da zrobić wygodnej czapki z bawełny, więc może zrobię Ci coś innego, niekoniecznie na głowę, a jak na głowę to powiedzmy kapelusz. Nie, absolutnie nie kapelusz, to ma być czapka. No dobrze, spróbuję, przypominając sobie słowa jednej z nauczycielek mojego syna, „że skoro próba to nieudana”. W gruncie rzeczy sama byłam ciekawa czy się uda, wprawdzie kiedyś robiłam czapkę z bawełny z wiskozą, ale ona była cieplejsza, z podwójnym ściągaczem. No właśnie, ściągacz, to podstawowa sprawa by czapka była wygodna. Zaczęłam od elastycznego ściągacza, który wbrew moim wyobrażeniom o bawełnie faktycznie był elastyczny, wybrałam luźny ażur o nazwie gothic lace, a co do rozmiaru i wygody uspokajało mnie mierzenie czapki w trakcie pracy. Weronika od razu ją polubiła, ma takie nakrycie głowy jakiego potrzebowała, a ja poszerzyłam swoje doświadczenie w tworzeniu czapek. I przy okazji poznałam nową włóczkę, organiczną bawełnę z dodatkiem kaszmiru BC Garn Summer in Kashmir.

Kolejne dzianiny które dziś zaprezentuję to także rzeczy dla rodziny. Kiedyś Kasia powiedziała mi, że marzną jej w nocy stopy, więc od razu chciałam jej podarować jakieś skarpety. Jako, że nabrałam rozmachu w tej dziedzinie to od ręki mogłam dać jej całkiem nowe, właśnie zrobione, jednak stwierdziła że woli sama wybrać kolor i poczekać. Dla Kasi zrobiłam dwie pary skarpet, jedne z cieniowanej błękitnej włóczki Rowan socks ocean, z ażurowym motywem i klasyczną piętą. Druga para to testowe skarpety Romanza autorstwa Renaty Grabskiej, już w samej nazwie tego projektu jest fantazja i rozmach, do pięknego japońskiego ażuru wybrałyśmy gładką włóczkę Schachenmayr, wełnę z bambusem Regia Premium Bamboo w kolorze wrzosowym.

Ostatnia rodzinna dzianina to letnia torebka dla siostrzenicy. Robiłam ją „na oko”, prostym szydełkowym ściegiem z różnych resztek bawełnianych włóczek. To była czysta rekreacja, a najprzyjemniejsze było samo dobieranie kolorów, chłodnych i kojących oraz widok gorącego błysku w oczach Helenki😊