wtorek, 24 marca 2026

Szaliczek damasceński

 W pierwszych słowach mojego wpisu pozwolę sobie wyrazić zdziwienie własną aktywnością na blogu w ostatnim czasie — prezentowaniem dzianin właściwie na bieżąco i spontanicznym pisaniem tekstów.

Gdy siadam do pisania, wtedy między własnymi myślami a odgłosami klawiatury pojawiają się kolejne zdziwienia. Już nie chodzi o tę systematyczność ostatnich tygodni czy miesięcy, ale o coś więcej — o szerszą perspektywę. Wciąż zaskakuje mnie, że w dziewiarskiej pasji znajduję tak wiele uniwersalnych odniesień i konkretnych aluzji do życia. Tematyka ta wciąż mnie kręci, a ja z każdą kolejną dzianiną się rozkręcam, choć bywa też, że się wkręcam, czasem wykręcam, zakręcam — czyli pruję i poprawiam, tak jak wczoraj z kieszeniami swetra. Ale nie o tym swetrze dzisiaj, a nawet nie o pruciu — wręcz przeciwnie, o niepodjęciu prucia w sytuacji, która na takie rozwiązanie wskazywała. Zanim opowiem o szczegółach, wrócę do tych ogólnych metafor, do powiązań pasji z życiem.

Ujmę to tak: planując coś nowego, korzystam z tego, co już mam — umiejętności i materiału — i sięgam po to, czego mogę nauczyć się od kogoś innego — wzór — i splatam to razem. W efekcie wzbogaca się moje doświadczenie, warsztat oraz szafa. Choć z fizycznego punktu widzenia, w sytuacji wykorzystania posiadanej już włóczki, objętość włóczkowa nie ulega zmianie, to dodatkowo przybywa satysfakcji. Czy to kwestia fizyki, chemii, czy raczej dziewiarskiej alchemii? To dobry moment, by zamiast wkręcać się w niejasne dywagacje, przejść do części dzianinowej i przedstawić szaliczek „Stal damasceńska”.

Opowieść o tej niewielkiej dzianinie wiąże się z konkretnymi pytaniami: dlaczego, po co i co z tego? Zwłaszcza to ostatnie pytanie przyniosło zaskakująco pozytywną odpowiedź, co pokażą zdjęcia. Oryginalny, intrygujący wzór stali damasceńskiej, opracowany przez  Barbarę Kwater atelier022, zachwycił mnie w dzianinach autorki — dwóch wspaniałych swetrach i szaliczku. Zobaczyłam ten nieregularny wzór jako idealny do jednej z moich przyszłych dzianin i postanowiłam zapoznać się z nim, wykonując szaliczek.

Co do przyszłych planów na dzianinę z cienkiej włóczki, dość szybko zorientowałam się, że niekoniecznie moja wizja byłaby kompatybilna ze stalą damasceńską. Wzór ten najlepiej uwydatnia swoją urodę w mięsistej, wyrazistej włóczce. Wyjęłam więc grubaskowy motek włóczki, którą niedawno dostałam, w moim ulubionym, wrzosowo-różowym kolorze, bez banderoli. Najprawdopodobniej to mieszanka bawełny z akrylem, a więc mimo grubości niezbyt grzejąca — w sam raz na tę porę roku.

Nie miałam wielkich oczekiwań co do tej dzianiny — właściwie miała to być taka kwestia techniczna, rozgrzewka. Wzór, będący kombinacją oczek prawych i lewych, wymagał jednak uważności, toteż między „i-cordowymi” brzegami szaliczka starannie podążałam za instrukcją. Podobała mi się struktura wyłaniającego się wzoru, z przyjemnością patrzyłam na kolor. Przypomniałam sobie o róży damasceńskiej — i nagle to zestawienie wydało mi się nieprzypadkowe: różowej włóczki i stalowego wzoru, jakby miękkość i trwałość mogły mówić wspólnym językiem.

Pierwszy schemat wykonałam bez problemu, za jednym posiedzeniem. Nie mogłam się doczekać ciągu dalszego, ale jakoś tak się złożyło, że usiadłam do drutów po długim, trudnym dniu — pomyliłam stronę prawą z lewą i w ogóle się pogubiłam. Dopiero kolejne podejście, już z jasną głową, pozwoliło mi wczuć się we wzór i z przyjemnością kontynuować pracę zgodnie z opisem. Do czasu.

Nagle zorientowałam się, że na pewno nie wystarczy mi włóczki na wykonanie całego wzoru. Z grubej włóczki szybciej ubywało motka, niż przybywało szalika. Mogłam spruć i zacząć z czegoś innego, ale podeszłam do tego inaczej. Przerzuciłam się na improwizację i dokończyłam z tego, co miałam.

Powstał niesymetryczny szaliczek, który bardzo polubiłam — dopasował się i do pogody, i do wielu moich ubrań. Ostatnio założyłam go na niedzielny spacer. Było słonecznie, więc wybrałam się bez czapki — trochę tego pożałowałam, bo wiał chłodny wiatr. Okazało się wówczas, że tym niewielkim szaliczkiem można się całkiem konkretnie owinąć — albo przez opatulenie głowy i szyi, albo jeszcze wygodniej — po prostu wiążąc go z tyłu głowy.

Prognozy mówią, że czekają nas chłodniejsze dni, a więc dzianiny wciąż na czasie. Pozdrawiam ciepło i życzę dobrego, wiosennego czasu.