W pierwszych słowach mojego wpisu pozwolę sobie wyrazić zdziwienie własną aktywnością na blogu w ostatnim czasie — prezentowaniem dzianin właściwie na bieżąco i spontanicznym pisaniem tekstów.
Gdy siadam
do pisania, wtedy między własnymi myślami a odgłosami klawiatury pojawiają się
kolejne zdziwienia. Już nie chodzi o tę systematyczność ostatnich tygodni czy
miesięcy, ale o coś więcej — o szerszą perspektywę. Wciąż zaskakuje mnie, że w
dziewiarskiej pasji znajduję tak wiele uniwersalnych odniesień i konkretnych
aluzji do życia. Tematyka ta wciąż mnie kręci, a ja z każdą kolejną dzianiną
się rozkręcam, choć bywa też, że się wkręcam, czasem wykręcam, zakręcam — czyli
pruję i poprawiam, tak jak wczoraj z kieszeniami swetra. Ale nie o tym swetrze
dzisiaj, a nawet nie o pruciu — wręcz przeciwnie, o niepodjęciu prucia w
sytuacji, która na takie rozwiązanie wskazywała. Zanim opowiem o szczegółach,
wrócę do tych ogólnych metafor, do powiązań pasji z życiem.
Ujmę to tak:
planując coś nowego, korzystam z tego, co już mam — umiejętności i materiału —
i sięgam po to, czego mogę nauczyć się od kogoś innego — wzór — i splatam to
razem. W efekcie wzbogaca się moje doświadczenie, warsztat oraz szafa. Choć z
fizycznego punktu widzenia, w sytuacji wykorzystania posiadanej już włóczki,
objętość włóczkowa nie ulega zmianie, to dodatkowo przybywa satysfakcji. Czy to
kwestia fizyki, chemii, czy raczej dziewiarskiej alchemii? To dobry moment, by
zamiast wkręcać się w niejasne dywagacje, przejść do części dzianinowej i
przedstawić szaliczek „Stal damasceńska”.
Opowieść o tej niewielkiej dzianinie wiąże się z konkretnymi pytaniami: dlaczego, po co i co z tego? Zwłaszcza to ostatnie pytanie przyniosło zaskakująco pozytywną odpowiedź, co pokażą zdjęcia. Oryginalny, intrygujący wzór stali damasceńskiej, opracowany przez Barbarę Kwater atelier022, zachwycił mnie w dzianinach autorki — dwóch wspaniałych swetrach i szaliczku. Zobaczyłam ten nieregularny wzór jako idealny do jednej z moich przyszłych dzianin i postanowiłam zapoznać się z nim, wykonując szaliczek.
Co do
przyszłych planów na dzianinę z cienkiej włóczki, dość szybko zorientowałam
się, że niekoniecznie moja wizja byłaby kompatybilna ze stalą damasceńską. Wzór
ten najlepiej uwydatnia swoją urodę w mięsistej, wyrazistej włóczce. Wyjęłam
więc grubaskowy motek włóczki, którą niedawno dostałam, w moim ulubionym,
wrzosowo-różowym kolorze, bez banderoli. Najprawdopodobniej to mieszanka
bawełny z akrylem, a więc mimo grubości niezbyt grzejąca — w sam raz na tę porę
roku.
Nie miałam
wielkich oczekiwań co do tej dzianiny — właściwie miała to być taka kwestia
techniczna, rozgrzewka. Wzór, będący kombinacją oczek prawych i lewych, wymagał
jednak uważności, toteż między „i-cordowymi” brzegami szaliczka starannie
podążałam za instrukcją. Podobała mi się struktura wyłaniającego się wzoru, z
przyjemnością patrzyłam na kolor. Przypomniałam sobie o róży damasceńskiej — i
nagle to zestawienie wydało mi się nieprzypadkowe: różowej włóczki i stalowego
wzoru, jakby miękkość i trwałość mogły mówić wspólnym językiem.
Pierwszy
schemat wykonałam bez problemu, za jednym posiedzeniem. Nie mogłam się doczekać
ciągu dalszego, ale jakoś tak się złożyło, że usiadłam do drutów po długim,
trudnym dniu — pomyliłam stronę prawą z lewą i w ogóle się pogubiłam. Dopiero
kolejne podejście, już z jasną głową, pozwoliło mi wczuć się we wzór i z
przyjemnością kontynuować pracę zgodnie z opisem. Do czasu.
Nagle
zorientowałam się, że na pewno nie wystarczy mi włóczki na wykonanie całego
wzoru. Z grubej włóczki szybciej ubywało motka, niż przybywało szalika. Mogłam
spruć i zacząć z czegoś innego, ale podeszłam do tego inaczej. Przerzuciłam się
na improwizację i dokończyłam z tego, co miałam.
Powstał
niesymetryczny szaliczek, który bardzo polubiłam — dopasował się i do pogody, i
do wielu moich ubrań. Ostatnio założyłam go na niedzielny spacer. Było
słonecznie, więc wybrałam się bez czapki — trochę tego pożałowałam, bo wiał
chłodny wiatr. Okazało się wówczas, że tym niewielkim szaliczkiem można się
całkiem konkretnie owinąć — albo przez opatulenie głowy i szyi, albo jeszcze
wygodniej — po prostu wiążąc go z tyłu głowy.
Prognozy
mówią, że czekają nas chłodniejsze dni, a więc dzianiny wciąż na czasie.
Pozdrawiam ciepło i życzę dobrego, wiosennego czasu.