Jest piękny wrześniowy dzień, bezwietrzny, słoneczny. W ciszę wplata się coraz głośniejszy szelest liści, a zawsze energiczne wiewiórki teraz jakby jeszcze bardziej się spieszą. Wypadałoby iść w ich ślady, uważając tylko, by w pośpiechu nie zgubić listy spraw i nie potknąć się o któreś z ważnych zadań. Można też zwolnić nieco, popatrzeć na wiewiórkę, na niebo, chwycić jeszcze parę promieni słońca, które ostatnio wcześniej chodzi spać. Po prostu zatrzymać się na chwilę, a potem iść dalej, może nawet przyspieszyć😊
Jedne rzeczy wysuwają się na plan pierwszy, inne
pozostają w tle, potem się to zmienia, tak to przeplatają się różne wątki i
czasem dopiero z perspektywy czasu można zauważyć, które z nich były naprawdę
istotne, co z nich zostało w tkaninie naszego życia. Wprawdzie brzmi to trochę
górnolotnie, ale chodzi mi bardziej o docenienie codzienności, zwyczajności i
tych rzeczy, które dzieją się przy okazji.
W żakardowej dzianinie wzór nie istnieje bez tła, obydwa
kolory są ważne, a decydujący wpływ na ostateczny efekt ma połączenie wybranych
kolorów, sposób, w jaki jeden wpływa na drugi. Jak nietrudno się domyślić,
bohaterką dzisiejszego postu jest dzianina z żakardowym wzorem. Nie zostawiamy
jednak tematyki meteorologiczno-przyrodniczo-filozoficznej😊
Sweter „Kurpie” zaprojektowany przez Renię Grabską
zaczęłam robić w ramach testu dziewiarskiego na początku roku, ale z
prezentacją gotowej dzianiny trzeba było poczekać. Ten wzór opublikowany został
we wrześniu i wtedy to światło dzienne ujrzał pierwowzór Reni i wiele pięknych
wersji testowych. Projekt ten ukazał się w książce „Pokolenia”, powstałej we
współpracy Martins Lab z polskimi projektantkami dzianin. W tej publikacji
znalazły się dwa wzory Reni, i oba miałam przyjemność testować. Dziś pokażę
sweter Kurpie.
Miałam zdjęcia tej dzianiny zrobione wiosną, ale
chciałam też jakieś aktualne, zwłaszcza że po letniej przerwie znów noszę ten
sweter, sprawdza się dobrze w chłodne poranki. Zarówno zdjęcia marcowe, jak i
wrześniowe powstały niejako przy okazji. Na bloga postanowiłam wybrać zdjęcia z
jednego dnia, te, które lepsze, jasna sprawa. Kiedy otworzyłam pliki ze
zdjęciami i porównałam obie sesje, zaskoczyło mnie pewne podobieństwo
okoliczności, w okolicach równonocy: wtedy jeszcze zima i nadchodząca wiosna,
teraz wciąż lato, ale już jesiennie, wtedy wystawiałam się na pierwsze
promienie słońca, teraz czuję odchodzące lato, wtedy kozaki i golf pod swetrem,
teraz jeszcze sandały, a pod swetrem cienki podkoszulek. Spodobała mi się ta
symetria, więc zamieszczam i jedne, i drugie.
Z tym swetrem wiąże się wiele dziewiarskich wrażeń.
Znając wzory Reni i sposób, w jaki są opracowane, ucieszyłam się z zaproszenia
do testu. Wiedziałam, że to ma być tajny projekt, tzn. utrzymywany w tajemnicy
do czasu publikacji książki, polskiej książki z wzorami, miło mieć swój drobny
udział w takim przedsięwzięciu. Ogromnie cieszy rozprzestrzenianie się pomysłu
na wplatanie wzorów regionalnych we współczesne dzianiny.
Wykonanie tego swetra było dla mnie emocjonujące również
z bardzo konkretnego powodu – był to mój pierwszy w życiu sweter z okrągłym
żakardowym karczkiem. Podziwiałam tę formę dziewiarską u innych, ale myślałam,
że to nie dla mnie, nie potrafiłam sobie wyobrazić, by dobrze na mnie leżało.
Technicznie zastanawiałam się, jak wycyrklować między namiotem a ciasnotą
(cyrkiel przy takiej formie nie taki znów przypadkowy). Ufałam opisom Reni i z
niecierpliwością przeplatałam nitki, cudownie było patrzeć na powstający wzór
wycinanki. Nie mogłam się doczekać rozdzielenia korpusu i rękawów tak bardzo,
że nie zrobiłam zdjęcia na etapie karczka, a takie rozety wyglądają
fantastycznie. No cóż, przy następnej tego typu dzianinie na pewno zrobię zdjęcie😊
A oto moja dziana wycinanka:





