czwartek, 12 marca 2026

Swoją drogą

Z moimi drutami jest trochę tak jak z książkami. W danym momencie najważniejsza jest ta obecna – czy to lektura, czy robótka. Ma ona jednak powiązania z poprzednimi, które zawsze zostawiały coś po sobie, poruszały emocje, kształtowały gust, wzbogacały wiedzę.

Czasem uświadamiamy sobie, że do czegoś nie chcemy już wracać, a czasem nabieramy apetytu na więcej, wybiegamy w przyszłość, planujemy. Rozpatrujemy różne możliwości i wiemy, że trzeba dokonać wyboru: na co się zdecydować, a co sobie darować. I już w samych tych słowach jest pocieszenie po wszystkich niepodjętych działaniach.

Darować sobie brzmi jednakowo ładnie jak i dać sobie spokój. Korzystam więc z tych darów nie tylko w dziewiarstwie. Wiedząc, że ręcznie robione dzianiny są czasochłonne, starannie wybieram kolejne projekty, ciesząc się każdą chwilą z drutami. Nie ścigam się, nie biorę udziału w zawodach, nie mam ambicji produkowania na akord (aczkolwiek ostatnia moja praca trochę przypomina akordeon 😉).

Proces wyboru tego, co będę robiła na drutach, jest osobną dziewiarską przygodą. Potrzeby, możliwości, marzenia, zamówienia, inspiracje, pomysły – wszystkie wirują w szalonym tańcu, z którego mam wyłowić to, w co się zaangażuję swoimi rękami, głową, wyobraźnią i moim czasem.

A pomysłów mam niemało: niektóre konkretne, z wydrukowanymi już wzorami; inne również konkretne, lecz nie wymagające instrukcji – chusty, czapki, swetry, skarpety, skarpety. Te skarpety dwa razy specjalnie napisałam, bo mogłabym ich robić wiele, dużo więcej niż dwie pary.

Miewam jeszcze innego rodzaju pomysły, mniej sprecyzowane, są one trudne i zarazem pociągające. Tym razem w tej kategorii znajdują się poszukiwania w ramach projektu Polskie Wzory w Dziewiarstwie.Ujęcie współczesne, powstałego z inicjatywy Barbary Kwater. 

Przeniesienie motywów związanych z polskim dziedzictwem do dzianiny to fenomenalny pomysł. Uczestnicząc w pracach grupy Posplatane, poznaję lub odkrywam na nowo skarby naszej kultury, jej bogactwo i różnorodność odbijające się w przedmiotach codziennego użytku, w sztuce, w przyrodzie. Odkrywam też w sobie żarliwą tęsknotę za tym, by wpleść w moje dzianiny elementy rodzimej kultury, przyrody – tego, co mnie ukształtowało, z czym jestem wciąż związana.

Polne maki, chabry, dzikie róże, wcześniej pelargonie – te rośliny już są w moich dzianinach. Będę do nich wracać, będę pracować nad innymi.

Pochylam się nad detalami i myślę, jak połączyć więcej elementów w jednej spójnej formie. Mam pewne wizje, wiem, jak mogłyby te dzianiny wyglądać, jakie motywy zawierać, lecz zarówno technicznie, jak i kompozycyjnie są wciąż nieokreślone.

Mijają dni, tygodnie, zmieniają się pory roku. Z Internetu wyskakują mi misterne dzianiny w etno-trendzie albo żakardowe obrazy natury o takim stopniu skomplikowania, że głowa mała. Zapisuję te bajeczne motyle albo jemiołuszki w jarzębinach i inne cuda z całego świata. Zachwycam się nimi, ale nie jest to coś, co chciałabym osiągnąć.

Jak już wspomniałam, moje pomysły są jeszcze niedookreślone. Nie wiem, czy zdecydować się na żakard, intarsję, kombinację prawych i lewych oczek czy haft na dzianinie. Szczerze mówiąc, jakoś nic z tego mi nie pasuje. Czuję się, jakbym stanęła na rozdrożu. Odkładam wszystkie dzianinowe myśli i obrazy, zostawiam temat, odpuszczam. Skupiam się na tym, czego oczekuje ode mnie życie.

……

Jest pogodny lutowy dzień. Jadę do rodziców i patrzę na błękitne niebo, na pola gdzieniegdzie pokryte jeszcze śniegiem, na cieniowane połacie pejzażu. Nieregularne, harmonijnie ułożone pasy – od zawsze bardzo podobał mi się ten widok.

Nagle olśniło mnie, że właśnie takie pasiaki chcę zrobić na drutach – włóczką namalować drogi, pola, pagórki. Błyskawicznie przyszedł mi też do głowy pomysł, jak technicznie poprowadzić te nieregularne bruzdy pól – rzędy skrócone!

To było jak nagły błysk, więc tak naprawdę nie wiem, czy ten pomysł na rzędy skrócone przyszedł drogą ekspresową krajową, czy może polną dróżką albo jakąś ścieżką na skróty.

Wieczorem, po powrocie do domu, nabrałam oczka na druty, żeby chociaż spróbować, czy to możliwe. Wciąż nie wiedziałam, jak to ogarnąć, jak zdyscyplinować przejścia i brzegi. Od czego zacząć? Hmm… najlepiej od początku.

Na przykład od prostego prostokątnego szala – ta forma często jest pierwszą pracą wykonywaną na drutach. Potem będą inne szale, inne swetry, inne pasma, pola, pory roku i kolory. Aktualnie pejzaż na mojej dzianinie ma kolorystykę zbliżoną do tej, którą zobaczyłam w naturze.

Z własnych zapasów wybrałam pasujące włóczki. Zaczęłam od ziemistej, dodałam też bieli na śnieg – wcale nie śnieżnej. Potem dołączyłam zieleń: najpierw spłowiałą, potem ciemną, jodłową, i wreszcie doszłam do błękitu nieba, do białych pasm obłoków. W połowie odwróciłam kolejność, aby kompozycja była symetryczna.

Ubierając ten szal, mogę mieć głowę w chmurach, nie tracąc ugruntowania i kontaktu z ziemią 😊

Do tego krajobrazu wybrałam włóczki z tego, co miałam. Najbardziej ucieszyło mnie użycie włóczki Limba Feine Merinowolle SSK. Kilka lat temu kupiłam dwa moteczki z przekonaniem, że są mi one bardzo potrzebne, choć nie wiedziałam do czego. Nigdy nie byłam fanką bukli, nie zachwycił mnie też bury kolor – dziwne to było.

Teraz okazało się, że właśnie ta dziwna przędza kolorem i strukturą idealnie tworzy obraz grud ziemi, a że to merynos, jest też bardzo miła dla ciała. Dodałam do tego cieniuteńką, merynosową niteczkę Sesia Finissimo w identycznym kolorze.

Pozostałe użyte włóczki to również naturalne włókna: merynosy i alpaki, trochę kaszmiru – Holst Garn Titicaca, Alpaka i Flora Drops, Hot Socks Pearl Grundl.

Niby zwyczajny szal, a dla mnie to dzianina wyjątkowa, osobista. Ten krajobraz nie jest przecież moją własnością. Mam nadzieję, że Wam też coś przypomina, a może nawet porusza jakieś dobre struny…

A oto i ten szal – zdjęcia na balkonie, w lesie i na łąkach, wiele kilometrów od tamtych pól. Tutaj też dobrze się wpisuje.

 


 



















 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz