Wplatając w dzianiny to, co lubię, co jest mi bliskie i z czego sama jestem utkana, doszłam do momentu, w którym zapragnęłam zrobić na drutach coś z motywami z twórczości Marka Grechuty. Zawsze chłonęłam tę muzykę, słowa, nastroje, estetykę. Z biegiem czasu mój odbiór prawie wcale się nie zmienił. Uwielbiam to połączenie głębi z lekkością i radością, pulsujące życiem emocje, w których każdy może się przejrzeć, zatrzymać na chwilę zadumy, sięgnąć po porcję nadziei.
Dzikie wino – tak pięknie wybarwione o tej porze roku – chciałam przenieść na dzianinę już od jakiegoś czasu. Nie mogłam przejść obojętnie wobec tych kolorów. Zachwycały mnie w mieście, na wsi, w lesie. Już z daleka przyciągały uwagę pnące płomienne liście, a z bliska oczarowywały owoce i kształt łodyżki z kuleczkami, przypominający jakieś wiązania atomowe. Nie wystarczyło mi zrobienie zdjęcia, a tak naprawdę to bardzo wielu zdjęć 😊. Potrzebowałam wziąć to na druty.
Projekt „Grechuta na drutach” nie mógłby się obejść bez dzikiego wina! Więc zaplątałam się mocno w to dzikie wino. Utwór „W dzikie wino zaplątani” jest mi tak dobrze znany, że mogłabym wyrecytować jego tekst z pamięci, ale przecież to nie tylko słowa, to przecież muzyka i taneczna energia, radosna i tajemnicza. Wyplątując z moich zapasów włóczki nadające się na dzikie wino, odkryłam ze zdumieniem, że ten utwór świetnie opisuje moją dziewiarską pasję. Niejedna fraza trafnie obrazuje stan emocji, a nawet niektóre zachowania. No, przyznajcie się, dziewiarki i dziewiarze – kto nie przeżył takiego stanu związanego z włóczkami, gdy „w zaciętości wpadał w gąszcz i buszując w pnączu zrywał wszystko z drzwi i ze ściany”, choćby tylko w wyobraźni? Kto nie był „tylko cały zaplątany”? I „nie o to wcale chodzi, że karocy nie ma, nie” – tu słowo „karoca” można zastąpić rodzajem włóczki, której brak, a wzór się jej domaga 😉.
W formie dzianina ta miała nawiązywać do strojów ludowych, miała być dość dopasowana, wiązana – wprawdzie nie wstążkami, a dzianą tasiemką. Pierwotnie miałam zrobić kamizelkę, ale ostatecznie dodałam rękawki. Wybierając motyw dzikiego wina, odbiegłam od typowych zdobień folklorystycznych, lecz nie były one moim celem. Zależało mi raczej na pokazaniu tego, co bliskie, co mnie zachwyca, co wiąże mnie z naturą. Na tak szczególny projekt mogłabym kupić całkiem nowe włóczki i mieć „życie prawie nad stan”, ale postanowiłam wykorzystać to, co już posiadam. Udało mi się znaleźć kolory oddające jesienny wygląd winorośli, pamiętając dokładnie pochodzenie każdego moteczka. Jednym z nich, bardzo szczególnym, jest włóczka w słonecznym odcieniu – nie dość, że ręcznie farbowana, to jeszcze farbowana w pokrzywie. To prezent, który podarowała mi Renia Dziewiarka. Choć miałam na tę włóczkę parę innych pomysłów, żaden z nich nie doszedł do skutku. Najwyraźniej więc przeznaczeniem tej pokrzywy było splątanie z dzikim winem.
Na koniec jeszcze kilka informacji technicznych. Robiłam tę dzianinę w częściach i potem zszywałam. Przód jest asymetryczny, dekolt formowany w trakcie pracy. Na liniach ramion zrobiłam skosy rzędami skróconymi – widoczne są na zdjęciu tyłu. Rękawy wrabiałam od góry i też zastosowałam rzędy skrócone, aby rękaw ładnie opadał, a nie sterczał. Liście zrobiłam osobno i potem doszyłam. Zależało mi bardzo na tym, żeby zamieścić gałązkę z owocami. Jej kolor dopasowałam zarówno do dzianiny, jak i do prawdziwego wyglądu tej części rośliny. Nie ukrywam, że to mój ulubiony element i najchętniej powtórzyłabym go gdzieś jeszcze 😉. Mimo wykonania próbek stresowałam się, bo używając różnych rodzajów włóczek, nie wiedziałam, jak ostatecznie będą pracowały. Na szczęście wyszło dobrze. Praca z wybranymi kolorami była dużą przyjemnością, nie ukrywam jednak, że obawiałam się trochę, czy będę nosić tak duże kontrasty. I owszem, noszę i wcale nie wydają mi się zbyt dzikie 😊.
Dzianina wygląda na dopasowaną, ale ma fajny luz. Zapewnia go komfortowe wiązanie i nieco obniżona linia rękawa. Zatem mimo nawiązania do tradycyjnego wiązanego stroju nie jest to krępujący gorset. Czerpiąc z przeszłości, nie kopiowałam dosłownie, wolę swobodne interpretacje i… wygodne ubrania.
Po skończeniu tego sweterka pojawiło się dość dziwne, jak na mnie, odczucie, że niczego bym w nim nie zmieniała ani nie poprawiała. Utwierdziłam się w tym przekonaniu, gdy ubrałam go parę razy. Nie oznacza to jednak, że zamykam winny rozdział. Marzę o szalu z tymi motywami, o chuście, rękawiczkach. Mogłabym z drutami w winie ginąć i w osłonę winną zwinąć, tylko kto zasieje… czas, kto go tutaj da…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz