To tu, to tam, trafić można na takie nauczanie, że tak naprawdę liczy się tylko tu i teraz. Tak, tak, zdaje się przytakiwać tym trendom dziewiarka, skupiona na tym, co właśnie tworzy i na samym procesie tworzenia. To jest ta chwila, niech trwa i trwa…
Tymczasem pod osłoną „tu i teraz”
toczą się procesy wiążące dany moment z przeszłością i prowadzące ku
przyszłości. Gdyby tak spróbować wyizolować ten konkretny moment to w
pojedynczym oczku jak soczewce można by zauważyć szerszy obraz. To widać nawet w
samej dzianinie, każde oczko, poza bardzo nielicznymi wyjątkami wychodzi z
poprzedniego i jest przygotowaniem na następne. A patrząc jeszcze szerzej to co
było kiedyś, dawno i niedawno przeplata się w teraźniejszym dzierganiu w nowe
pomysły, przyszłe dzianiny. Taka dziergająca osoba jest jednocześnie zanurzona
w przeszłości, czerpie z przebogatego dorobku dziewiarstwa, korzysta z tego,
czego nauczyła się już kiedyś i uczy się dalej, poznaje kolejne techniki i
wybiega w przyszłość, myśli co zrobi, z czego, dla kogo i zanim zacznie te
plany realizować już się cieszy na te wszystkie dziergane chwile „tu i teraz”, zwielokrotnione
w czasie i w przestrzeni.
Mówią, że liczy się tylko tu i
teraz, bo przeszłości już nie ma, a przyszłości nie ma jeszcze. W tej mądrości
chodzi o to, by nie stracić bieżącej chwili, by życie, które dzieje się teraz nie
umknęło gdzieś między rozpamiętywaniem przeszłości, a odkładaniem wszystkiego
na potem, kiedyś, gdzieś, jakby się płynęło do wiecznie oddalającej się wyspy „Będę”.
Brzmi to bardzo sensownie i przekonująco, ale z dziewiarskiej perspektywy widać
to inaczej, zawsze jest ta nitka, która skądś się toczy i zawsze jest jakaś wizja
przyszłości. A to, co w tym wszystkim najlepsze to fakt, że świadomość całego
zaplecza przeszłości i wyobrażanie sobie tego, co samemu zamierza się zrobić
ani trochę nie osłabia przeżywania bieżącej chwili, powiedziałabym nawet, że to
osadzenie w szerszym kontekście jeszcze bardziej wzmacnia to
doświadczanie. Ależ to jest pasja!
Oczywiście nie zawsze jest różowo,
wcale nierzadko trafiają się lekcje
pokory, które mogą pojawić się na styku wyobrażeń, własnych możliwości i właściwości
materii, albo po prostu spowodowane siłą wyższą. Czas nas uczy pogody, a pogoda
uczy pokory. Kolejne dni a nawet już tygodnie nie ma sprzyjających sytuacji by
sfotografować nowe swetry, cóż, mówi się
trudno. Będę więc dalej czekać na łaskawość światła, spacery i plenery, a
tymczasem moją dziewiarską kronikę uzupełnię o kilka drobnych dzianin.
No i co my tam mamy? Są błękitne mitenki „Choco mitts” Comfort Zone
Knits z niespodziewaną sesją zdjęciową. Zrobiłam je z włóczki Novita Nalle w
kolorze jeansowym.
Druga rzecz to brioszkowa czapka.
Czapkę dla siebie miałam zrobić jeszcze w ubiegłym sezonie, ale jakoś nie
wyszło. Tej zimy już stało się to koniecznością, więc przy okazji postanowiłam
wypróbować coś dla mnie nowego. Podczas przeglądania włóczek wpadły mi w oko
dwa kontrastowe kolory, uznałam że to intrygujące zestawienie może być ciekawe
w brioszce. Raz tylko robiłam chustę tym ściegiem, czapka wydawała mi się znacznie
trudniejsza, z ograniczoną możliwością manewrowania obwodem. Przejrzałam sporo
projektów, na początek wybrałam bezpłatny model. Czapka wyszła za wąska na moją
głowę, więc poszła dalej w świat. Zaspokoiłam ciekawość i opanowałam podstawy
brioszkowej czapki, więc bogatsza o to doświadczenie wrócę do tego tematu. Kiedyś😉
Tymczasem potrzebując czapki kupiłam
wzór „When knits meet purls”, który chodził
mi po głowie odkąd zobaczyłam go na stronie Renaty Witkowskiej. Prosty,
uniwersalny i ponadczasowy. Choć to jeden projekt to rozpisany jest na wiele
opcji, można wykorzystać włóczkę niemal każdej grubości, ponadto można robić
czapkę od dołu do góry i od góry do dołu. Zrobiłam najpierw czapkę dla siebie,
z połączenia anonimowej miękkiej włóczki z moherem Angel Debbie Bliss, a potem
dla męża z pojedynczej nitki Nepala w kolorze szarym. Z pewnością wrócę do tego
wzoru.
Jak zawsze całkowicie się z Tobą zgadzam, iż przeszłość z przyszłością są u dziewiarek nierozerwalne. Jakby inaczej, jeżeli u mnie przeszłość w postaci gotowych skarpetek leży w komodzie w dolnej szufladzie, a włóczka skarpetkowa w górnej. Czapki tak fajnie przylgnęły do głów, no bo popracowały nad tym dwie mistrzynie, to znaczy Renata i Ty. Pozdrawiam cieplutko, również z pochmurnego, z umorusanym niebem Wilna.
OdpowiedzUsuńDowód z szufladami nie do podważenia:-) Wszystko wiąże się ze wszystkim, przeszłość, teraźniejszość, przyszłość. U nas dziś wreszcie pojawiło się słońce, widok pogodnego nieba bardzo mnie ucieszył, mam nadzieję, że wileńskie niebo też się rozjaśni, pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za miłe słowa:-)
UsuńŚliczne te mitenki! I ta brioszkowa czapka, co za ciekawy wzór.
OdpowiedzUsuńMy w czasoprzestrzeni... Uważam, że warto popatrzeć w przeszłość czasami na to skąd przyszliśmy, poza tym rodząc dzieci patrzymy w przyszłość chcąc czy nje chcąc, a codzienność uczy tu i teraz...
Dzięki za miłe słowa i ciekawą refleksję. To prawda - warto czasem spojrzeć w przeszłość, patrzeć w przyszłość i być tu i teraz, i wszystko to jest naturalne. Zakłóceniem byłaby izolacja i oderwanie od ciągłości.
UsuńBardzo dobrze znam ten wzór i też go lubię. Jego wielką zaletą jest uniwersalność co daje wiele możliwości. Czapki wychodzą świetnie co zresztą widać na zdjęciach. Ta brioszkowa czapeczka jest świetna i kolory też Twoje. Mitenki mają fajny wzorek 🙂
OdpowiedzUsuńTrzeba żyć chwilą obecną, delektować się pasją dziergania jednocześnie wspominając przeszłość ale też odważnie patrzeć w przyszłość 😄
Pozdrawiam!
Widziałam Twoje wykonanie, bardzo mi się spodobało:-) To bardzo uniwersalny wzór. Dzięki za wszystkie komplementy i zatrzymanie nad tą refleksją o czasie, tak jak piszesz w naszej pasji to wszystko można pogodzić i to w sposób bardzo pozytywny. Pozdrawiam ciepło:-)
UsuńWzory Renaty zachwycają prostotą i funkcjonalnością. Dobór włóczki czyni jedną czapkę damską, a drugą męską.
OdpowiedzUsuńPodziwiam misterną prace nad brioszkową czapką. Szkoda, że wyszła za mała, ale tym samym sprawiłaś komuś cudowny prezent.
Mitenki chodzą mi po głowie, ale w tym sezonie już się nie skuszę. Może w następnym.
Twoje mitenki są piękne, a sesja jeszcze piękniejsza;-)
Dzięki Bokasiu, z tego wzoru Reniu można też zrobić czapeczkę dziecięcą:-) Brioszkowa czapka okazała się też ćwiczeniem warsztatowym. Polecam zrobienie mitenek, jak tak teraz myślę, to w mitenkach chodzę częściej niż w rękawiczkach, tak mam od dobrych kilku lat gdy zrobiłam swoje pierwsze mitenki. A ta sesja była nieplanowana, były mitenki, była komórka, a przede wszystkim ciekawe otoczenie.
UsuńBlogger zjadł mój komentarz☹️ Piszę więc jeszcze raz.
OdpowiedzUsuńProjekty Reni są proste i ponadczasowe. Wzór czapki nie ma płci. To dobór wełny czyni ją damską lub męską.
Podziwiam i zachwycam się brioszkową czapką. Szkoda, że wyszła za mała. Ale dzięki temu czyjaś mała główka będzie wyróżniać się z tłumu.
Piękne mitenki miały swoją piękną sesję fotograficzną🤩📷🧤
Dziękuję, że mimo kaprysów bloggera poświęciłaś czas na ponowne napisanie komentarza. Tak, ten uniwersalny wzór na czapkę nie ma płci ani wieku. Pozdrawiam ciepło z bardzo dziś burego i deszczowego Krakowa :-)
UsuńOh, widzę, że pierwszy komentarz jednak nie został pożarty😆 miał tylko spore opóźnienie w publikacji. Dlaczego🤔, nie wiem🤨
UsuńBloger miewa takie kaprysy, ja czasem w ogóle nie mogę napisać komentarza, nie mam pojęcia od czego to zależy i gdzie jest ten "główny kontroler", którego mogłabym o pewne sprawy zapytać.
Usuń