Wchodząc w poświąteczną codzienność, wracam do spraw dziewiarskich z jakąś
dziwną potrzebą porządkowania – dzianinowych projektów, planów, a nawet myśli
na ich temat. Sam blog nie wymaga odkurzania – ostatnio jestem tu często, z
moimi dzianinami i refleksjami. Pojawiają się jednak nowe rzeczy i sytuacje,
które coś pokazują, czegoś uczą, coś utrwalają albo wręcz przeciwnie – domagają
się przeorganizowania dotychczasowych ustawień. Czasem wystarcza świeże
spojrzenie na to, co jest takie, jakie jest. Niezmiennie ciekawi mnie ta dynamika.
Dziś na przykład – w związku z niebieską
kamizelką przeznaczoną do tego odcinka – zatrzymuję się przy popularnym zwrocie
opisującym moją pasję: „przyjemne z pożytecznym”. Dwa w jednym, ale do reklamy
by się nie nadawało 😉 – trochę zbyt grzeczne,
nawet nudne, pozbawione swobody i rozmachu. A jednak, gdybym miała wybierać
między „przyjemnym z pożytecznym” a „udręką i ekstazą”, byłabym zdecydowanie
bliżej tego pierwszego. Jest po prostu prawdziwe. I przyjemność, i pożyteczność
zawierają się w każdej z moich prac. Miewam także momenty udręki, uniesień i
innych silnych emocji. Prawda jest taka, że z tym moim babcinym hobby bawię się
jak dziecko. I wciąż się uczę, eksperymentuję.
Na przykładzie dzisiejszej dzianiny opowiem o splatających się ze sobą przyjemnościach, pożytkach, eksperymentach i zaskoczeniach. W marcu grupa Posplatane zorganizowała wspólne splatanie wzorów regionalnych z wykorzystaniem haftu istebiańskiego, opracowanego przez Ewę Kłos Instagram.
Na stronie Posplatane (link) można znaleźć więcej informacji oraz wspaniałe dzianinowe interpretacje tego wzoru. Jedną z pierwszych dzianin z wykorzystaniem motywu róży istebiańskiej była narzutka wykonana przez Ewę z włóczki z suri alpaki Sesia Oliver.
Suri… Hmm… Obudziły się we mnie dobre
skojarzenia – ze swetrem, który lata temu zrobiłam z tej włóczki, z jego
przyjemnym ciepłem i kolorem. Wracają też obrazy: sytuacje, osoby, dobre rozmowy.
Ten prosty, luźny sweterek sprułam, gdy trochę się porozciągał, a teraz, gdy
zatęskniłam za tym włóknem i za tym błękitem, wyjęłam czekające od lat
moteczki.
Wiedziałam, że do codziennego noszenia
potrzebuję czegoś prostego, surowego w formie, bez rękawów. Pomyślałam więc, że
tę prostą kamizelkę ozdobię haftem. I tu pojawiły się dwie niespodzianki.
Pierwsza dotyczyła skali – ze względu na grubsze włókno i inną próbkę
wykorzystałam tylko fragment wzoru. Duża róża stała się więc jedynie częścią
większej całości.
Druga niespodzianka – a zarazem eksperyment –
dotyczyła samej tej róży. Nigdy wcześniej nie nosiłam ubrań z dużymi
emblematami. Jeśli sięgałam po większe wzory, to tylko w spódnicach, toteż nie
wiedziałam, czy taka dzianina będzie mi się podobała, ani czy będę ją chętnie
nosić. Żeby się przekonać, postanowiłam to wykonać – w końcu kto dziewiarce
zabroni 😉
Samą kamizelkę z dłuższym tyłem i wysokimi ściągaczami zrobiłam według
bezpłatnego wzoru Unexpected Garnstudio. Wiedząc, że będę ją nosić do
błękitnych rzeczy, do wyszycia róży wybrałam błękitną moherową włóczkę z
zapasów. Przyjemnością była sama praca – z włóknem, wzorem, haftem na oczkach.
Przyjemnością okazało się także noszenie tej dzianiny, a była to przyjemność
połączona z pożytecznością. Kamizelka stała się moim domowym przyodziewkiem,
odpowiednio grzejącym, a jednocześnie pozostawiającym wolne ręce.
Mijały tygodnie, a ja wciąż nie miałam
odpowiednich warunków do zrobienia zdjęć tej dzianiny – czasu, miejsca,
światła, ciepła. Wyobrażałam sobie, jak bardzo będzie to pasowało do jasnej
koszuli, do lekkich błękitnych spódnic, szerokich letnich spodni… Tymczasem nic
nie wskazywało na warunki pogodowe dla takich ubiorów, toteż zamiast
dopasowywać ubrania do kamizelki, postanowiłam włożyć ją do tego, co miałam –
do takiej pogody, jaka właśnie była – i przy okazji zrobić zdjęcia.
Udało się. Nad jeziorem przeszywający wiatr
targał włosy i – bardziej niż do pozowania – zachęcał do tego, by jak
najszybciej ubrać z powrotem kurtkę 😉, a przede wszystkim
wrócić do wspólnej rozmowy i kontynuować spacer. Następnego dnia udało się
zrobić zdjęcie kamizelki z sukienką, w scenerii starego miasta. Na jednej z
witryn rozwieszona była tkanina z ludowymi motywami kwiatowymi – te róże
musiały pojawić się razem na jednym zdjęciu.
Na początku wspomniałam o porządkowaniu, więc
i na koniec poruszę ten temat. Za chwilę wstanę od ekranu i będę prać dzianiny,
długo czekające na taką ciepłą i wietrzną pogodę. Mówimy czasem: „wyjdzie w
praniu” – w dziewiarstwie nie wszystko wychodzi w dosłownym praniu, raczej
tylko nadmiary barwników, reszta ujawnia się w noszeniu, w codziennym użyciu.
Prosty zwrot „okazuje się” jest bardziej
uniwersalny, ale w kontekście dzianin przywodzi mi na myśl zdjęcia,
publikowanie prac w jak najlepszym świetle – jako „okaz na pokaz”. Oczywiście
też to znam. Jednak dzianina użytkowa musi sprawdzić się w praktyce – i taka
właśnie okazała się ta kamizelka z motywem róży 😊
Oto ona:

