Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chusty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chusty. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 lipca 2026

Wakacyjne pamiątki dziewiarskie. Rozdział 2.

Dziś, korzystając z wolnego popołudnia, wracam do opowieści o dziewiarskich pamiątkach z wakacji.

Otwieram folder ze zdjęciami i mam wrażenie, jakbym otwierała drzwi do tamtego czerwcowego dnia na plaży, kiedy powstawały zdjęcia moich trzech dzianin. Wydaje mi się, jakbym znów tam była, niemal słyszę szum fal, czuję piasek pod stopami… Ale te chwile są już wspomnieniem, które właśnie odświeżam i zarazem utrwalam poprzez dobre emocje i obrazy. Nie wątpię, że tak też będą działały dzianiny podczas ich używania. To coś, co długo powstaje, a potem długo cieszy.

Dobrze, że nie zamieściłam na blogu od razu wszystkich trzech rzeczy z całej sesji zdjęciowej. Chodziło mi o to, by każdą z dzianin zaprezentować osobno. Teraz dodatkowo dostrzegam, że nie tylko dzianiny na tym zyskują, ale i moje patrzenie, mam bowiem więcej dystansu. Jestem przecież już w innym miejscu, w innym czasie. A ten folder – ten portal – pozwala mi widzieć nieco inaczej i nawet trochę więcej.

Na przykład dopiero teraz zauważam, że kolejność fotografowania dzianin była odwrotna względem czasu ich powstawania. Pierwsza pod obiektyw trafiła bluzka z cekinami, najnowsza z dzianin. Potem owinęłam się cieniowaną chustą, zrobioną wcześniej niż bluzka, a jako ostatnia została sfotografowana dzianina wykonana wiele miesięcy wcześniej. Wyszło zabawnie, jakbym cofała się w czasie. I tak, zgodnie z tym porządkiem, pierwsza w wakacyjnym cyklu pojawiła się jedwabna, kolorowa bluzka z cekinami.

Dziś czas na chustę z kręgosłupem. Wraz z nią cofam się nie tylko do dnia zdjęciowego nad morzem, ale również do kwietniowych targów włóczkowych, bowiem bazowa przędza wykorzystana do tej dzianiny jest pamiątką z Yarnmarku. Motek luksusowej włóczki skarpetkowej Hot Socks Silk z jedwabiem od Woolloop wydawał mi się zbyt cenny na skarpety, a choć kocham je robić, to jednak włóczkę o tak zachwycających kolorach postanowiłam wykorzystać inaczej.

Zrobiłam trójkątną chustę sposobem dobrze mi znanym, wiele razy stosowanym, lecz po raz pierwszy ze świadomie użytym, niedawno poznanym określeniem „chusta z kręgosłupem”. Moje wcześniejsze chusty ażurowe miały żeberka. Jakże jednak mogłam lekceważyć tak istotny anatomiczny element jak kręgosłup? 😉 Takie to zaskoczenie wsteczne. 😉

Wracając do chusty – do bazowej, cieniowanej włóczki dodałam gładkie pasy zieleni, różu i fioletu z innych włóczek, pozostałości wcześniejszych projektów. Każdy z nich był jak odgałęzienie w pamięci prowadzące do innych dzianin, innych chwil, innych wspomnień. Nie będę jednak opisywać tych włókien ani dzielić ich na czworo lub pięcioro. Nie tylko dlatego, że są dodatkiem do kolorowej nitki głównej, ale także dlatego, że chusta jest nową, osobną dzianiną.

I to tyle wspomnień na dziś. Wróćmy do teraz, bo to właśnie jest czas na tworzenie przyszłych wspomnień.

Cdn…






 























Edycja. 30.07.2026

Wielobarwną chustę z jedwabiem pokazałam w całej jej rozciągłości i zwiewności w nadmorskich okolicznościach przyrody. Pięknie się ze sobą zgrały – kolorami, dynamiką, a nawet tym, że ażurowe szlaczki w dzianinie nawiązywały do linii falochronów zbudowanych z drewnianych słupków.

Bałtycka plaża, wakacyjne klimaty… Ale to nie tylko letnia chusta. Jej kolory zawierają w sobie wszystkie pory roku, połączone bez kontrastów i tak subtelnie, jak jeden dzień przechodzący w następny, gdy tylko od czasu do czasu pojawiają się wyraźniejsze zmiany, które potem znów płynnie wplatają się w codzienność.

Chłodne błękity, zielenie i fiolety tak harmonijnie łączą się z ciepłymi, słonecznymi tonami, że można z przyjemnością zatrzymywać wzrok na kolejnych fragmentach dzianiny i za każdym razem dostrzegać w nich coś nowego.

Podczas pracy zastanawiałam się nad wykończeniem. Zależało mi na prostocie. Nie chciałam ozdobnej, ażurowej koronki, a plisa ze ściegu francuskiego mogłaby okazać się zbyt ciężka wizualnie. Zastosowałam więc inne rozwiązanie – maleńkie pikotki poprzedzone dwoma rzędami ściegu ryżowego.

Dlatego edytuję ten post i dodaję kilka zdjęć detali. 😊










czwartek, 4 września 2025

Liście jedwabne, złote, burszynowe

Przyjemny wrześniowy poranek, otwarte okna, w odświeżonej deszczem zieleni drzew widać coraz więcej złotych plam. Kolejny dzień smażą się powidła, ich aromat rozprzestrzenia się po mieszkaniu, miesza się z innymi zapachami, z dawnymi i niedawnymi wspomnieniami. Jest dobrze, jest rześko, ale czuję, że coś nie gra, ogarnia mnie jakaś niemoc i niechęć do tego, co zaplanowałam dziś zrobić. Wsłuchuję się w odgłosy deszczu i mam wrażenie, że ten stukot kropli o parapet coś do mnie mówi, jeszcze nie wiem co, próbuję rozszyfrować ten język, jakby to był alfabet morse’a. Nagle rozpoznaję o co chodzi, tak, to jest dobry czas by przygotować tekst na bloga. Z zapałem siadam więc do pisania odkładając inne rzeczy, tylko od czasu do czasu idę przemieszać  powidła drewnianą łyżką. Uśmiecham się do siebie, przypominając sobie, że to nie pierwszy raz, gdy deszcz pukający w parapet spowodował chęć pisania. Te krople deszczu skłoniły mnie do zmiany planów i do pobycia z moją pasją właśnie w taki sposób,  w zatrzymaniu, w refleksji i z pewnym dystansem do zakończonej już pracy.

Dziewiarskie konkrety, takie jak zdjęcia, dane techniczne, nazwa wzoru, rodzaj i kolor włóczki w prowadzeniu bloga są bardzo ważne i często bywają  pomocne także dla mnie samej. Przyznam jednak, że prowadzenie dokumentacji i archiwizacji samo w sobie nie jest zbyt pasjonujące, a że nie jest też pilne to po prostu czeka na swój czas, i wygląda na to ze właśnie teraz ten czas przyszedł, w parze z natchnieniem do pisania.

 Jako dziewiarski konkret do tego wpisu wybrałam jedwabną chustę zrobioną tego lata dla Anity. Robiłam ją dość długo, nie tylko z powodu dość wymagającego, dwustronnego wzoru, ale dlatego, że dałam sobie na to więcej czasu. Wcześniej jeszcze czekałam na dostawę wybranego przez Anitę koloru. Nie było jednak w tym czekaniu niecierpliwości, raczej odkładanie przyjemności, wzrost ciekawości, bo pojęcia nie miałam jak z tą przędzą się pracuje, jak cieniowanie kolorów będzie układać się w dzianinie.

Po raz kolejny sięgnęłam po projekt Alfaknits "Greenhouse knits 7 shawl". Wykonywałam już taką chustę pięć lat temu, z ciepłej wełny w chłodnej tonacji kolorystycznej. Chustę hipnotyczną, wodną, tymiankową (klik)  także robiłam latem, również wtedy towarzyszyła mi ona czasie jazdy nad morze. To kolejne z podobieństw, ale jest to zupełnie inna dzianina. Jak nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, tak nie robi się dwóch tych samych dzianin. Nawet jeśli z podobną chustą na drutach, jedzie się dwa razy nad to samo morze, to już w innym rozmiarze i chusty i drutów, z inną włóczką,  w innym czasie i okolicznościach. Ja też się zmieniam, choć niezmiennie lubię nasze morze za jego nieustanną zmienność.

 Cieniowane jedwabie Magic silk Austermann poznałam w czasie wiosennych włóczkowych targów Yarnmark wełny, więc kiedy zostałam poproszona o zrobienie cienkiej, melanżowej chusty jako jedną z opcji zaproponowałam właśnie Magic silk. Przyznam szczerze, że wybrany przez Anitę kolor gold na początku nie zachwycił mnie ani na ekranie ani nawet potem w kupionym już motku. Jednak gdy tylko włóczka zaczęła zamieniać się w chustę zaczęło się dziać coś magicznego, bo kolor ten urzekał mnie coraz bardziej. Dostrzegłam, że miał w sobie głębię i słoneczne refleksy. Nad morzem odkryłam, że jest to po prostu bursztyn, a kilka dni temu gdy zobaczyłam już jesiennie rozpalone złote drzewo dzikiej gruszy skojarzyłam tę chustę z ciepłem jesiennej kolorystyki.

Dobrze się wpisuje ta dzianina w początek września, ten przełom lata i jesieni, w nastrój refleksyjny i pogodny. Oto i ona:


















 

 


 


piątek, 14 marca 2025

Chusta z Madobo

Powstawanie dzianiny obejmuje znacznie więcej niż to, co się dzieje między nabraniem włóczki na druty a zamknięciem ostatniego oczka. Również to, co miało miejsce wcześniej i co wydarzy się potem także jest ważnym elementem tworzenia. Wejście w nowy projekt uruchamia szereg  procesów myślowych i decyzyjnych, a choć celem jest wykonanie jakiejś jednej, konkretnej rzeczy to najpierw trzeba dokonać wyboru spośród wielu różnych możliwości, zrobić przegląd pomysłów, poszukać włóczki, zdecydować się na kolory, wzory, formę. Gdy już dzianina zostanie skończona i to ostatnie oczko zamknięte to wcale jeszcze nie koniec, czeka nas przecież wykończenie, chowanie nitek, pranie, blokowanie oraz fotografowanie. To ostatnie nie jest elementem koniecznym, dzianina poradzi sobie bez tego, ale przecież warto mieć pamiątkę swojej pracy, zarówno dla siebie jak i po to, by móc ją pokazać innym. W takim ujęciu chusta dla Edyty powstawała ponad rok, w swoim tempie, bez pośpiechu, bez chwili zniecierpliwienia,  miałyśmy na to czas. Co ciekawe zdjęcia tej chusty również były rozłożone w czasie. Pierwsze podejście było po wyschnięciu zblokowanej dzianiny, na płasko, ze zbliżeniami. Jakoś w styczniu, planując plenerowe zdjęcia innych dzianin zabrałam też tę chustę, zawiesiłam ją na barierce świątecznych dekoracji świetlnych na krakowskim Rynku. Nie prezentowałam jej na sobie, gdyż czekałam na dogodną sytuację do sesji zdjęciowej na właścicielce.  I jakoś tak bez planowania okoliczności ułożyły się same. Parę dni temu, gdy akurat Edyta miała na sobie tę dzianinę zrobiłam kilka zdjęć na Małym Rynku w Krakowie.

Mając już zdjęcia mogę pokazać chustę na blogu. Po przejrzeniu zdjęć zaczynam pisać tekst, ale muszę wstać od komputera, bo jest trochę chłodno, narzucam coś na ramiona i ubieram wełniane skarpety. W mieszkaniu jest chłodnawo, za oknem pada, wyraźnie czuć zmianę pogody, jeszcze a wczoraj i przez kilka wcześniejszych dni było ciepło, bardzo wiosenne. Czuję, że to dobry moment dla chusty, która towarzyszyła mi przez zmieniające się pogody i pory roku.

Pamiętam bardzo dobrze pierwszą rozmowę z Edytą na temat chusty, natychmiastową moją decyzję, że oczywiście dla niej chętnie zrobię, ale nie pamiętam kiedy to dokładnie było, zresztą czy to ma jakieś znaczenie? Znam za to dokładnie datę wyboru i zakupu włóczki, bowiem kupiłam ją na targach włóczkowych w kwietniu ubiegłego roku. Poszukiwałam włóczki wielobarwnej, która byłaby zgodna z paletą barw Edyty, dobraną w ramach analizy kolorystycznej. Przyznam, że było to dla mnie przyjemne i ciekawe doświadczenie, oczywiście pamiętałam, a nawet czułam kolory, których szukałam, jednak posiłkowałam się wzornikiem ze zdjęcia. Najbardziej harmonijnie zagrała ręcznie farbowana wełna merynosowa Madobo Yarn w kolorze „brązy, fuksja”,  Wtedy też kupiłam włóczkę na szal dla Kasi, który pokazywałam w tym poście. Szal zrobiłam wcześniej, wiedziałam więc jakiego efektu mogę się spodziewać, jak ułożą się kolory. Zwykle patrzyłam dzianiny pod kątem dzianinowym, zwracałam uwagę na materię, na detale,  jakość zdjęć, kompozycję, tło.

Oczywiście na pierwszy plan wysuwały się zawsze kolory, ale tym razem pojawił się jeszcze jeden kąt patrzenia na nie, mianowicie dopasowanie koloru do typu urody. Przyznam, że ta subtelna, zgaszona chusta pięknie podkreśla urodę Edyty, koloryt cery, włosów i widać to na zdjęciach. Jest jeszcze jedna,  szalenie ważna  sprawa dotycząca kolorów, mianowicie wierność zdjęcia z oryginałem. Po zrobieniu zdjęcia dzianiny już w podglądzie widać na ile odbiega on od prawdy, można podejść bliżej albo dalej źródła światła. Osobnym tematem jest wybór kolorów przy zakupach internetowych i możliwe późniejsze zaskoczenia, na szczęście od dawna nie miałam tego typu niespodzianek. Wracając do chusty - na tych zdjęciach robionych w różnych warunkach widać pewne różnice, ale generalnie kolorystyka jest dobrze oddana. 

Chustę tę zrobiłam według wzoru „Migla” Inese Sang. Projekt ten tak bardzo mi się spodobał, że gdy go zobaczyłam od razu wydrukowałam wzór, co raczej mi się nie zdarza. Wiedziałam, że kiedyś zrobię taką chustę, nie wiedziałam z czego, dla kogo, a kartki z wydrukiem czekały cierpliwie przez kilka lat. Gdy z Edytą przeglądałyśmy wzory, nie narzucałam się z tą Miglą, zresztą od tamtego czasu mój entuzjazm ostygł nieco. Ale z wielu możliwych opcji wybór Edyty padł właśnie na tę chustę, więc widocznie tak miało być. Edytka zadowolona jest z chusty, pasuje jej wszystko, kolory, wzory, miękkość, lekkość, ciepło, ażur a nawet małe chwościki, pierwszy raz takie robiłam😊

I tak oto chusta z etapu powstawania przeszła w fazę używania, czyli prawdziwego życia dzianiny. 




















czwartek, 26 września 2024

Uzupełnienie

Ucząc się obsługi nowego programu do przechowywania i obróbki zdjęć przeglądam moje zasoby, doceniam nowoczesne możliwości i wszystkie zatrzymane dzięki nim chwile. Z   tej ogromnej obfitości zdjęć wyłaniają się różne obszary życia, wracają wspomnienia, obrazy ożywają, pulsują kolorami, nastrojami, zmieniają się miejsca, pory roku, dzieci rosną, serce rośnie.

Jako, że ta strona poświęcona jest mojej dziewiarskiej pasji to na tym wątku zatrzymam się na chwilę. Choć to chyba nie jest odpowiednie słowo, bo wątek można pociągnąć, prześledzić, rozwinąć, lecz ja w to nie wchodzę, nie tym razem. Podczas przeglądania zdjęć z posplatanej dziewiarskiej materii wyławiam rzeczy niekonkretne, lecz prawdziwe, jak refleksy światła na wodzie. Nie mam dystansu do zdjęć związanych z dzianinami i to nie chodzi mi o te sesje na bloga tylko nawet bardziej o zdjęcia robocze w trakcie pracy, jakieś motki, próbki, niby to były zdjęcia na chwilę, a potem do wyrzucenia, a ja patrzę na nie z wielkim zaciekawieniem i wyrzucić nie pozwalam, sobie oczywiście😉

W poprzednim poście pisałam o „użytkowaniu”, o tym jakie to miłe uczucie, gdy widzę zrobione przeze mnie dzianiny w akcji. Cieszą mnie zarówno te rzeczy, które zrobiłam dla siebie i często je noszę, jak i te które poszły w świat. Wspomniany wyżej brak dystansu przejawia się także w tym, że moje prace nie są mi obojętne. Traktuję je tak,  jakby to były dzieci, które choć opuściły już dom, to nadal mają w nim swoje miejsce i swoją przestrzeń. I nie faworyzuję któregoś z nich, ani żadnego nie nie umniejszam, są jakie są. A że architektura Internetu nie ma typowych materialnych ograniczeń to nawet niewielka dzianina może mieć osobny pokój. I choćby potem ślad po niej zaginął, choćbym sama ją spruła i zamieniła w coś innego to na blogu pozostanie ten jej pokój jako post na blogu.

Zatem dziś urządzam pokój dla dwóch dzianinowych dodatków zrobionych tego lata dla Ani.

Powstały one z nadmiaru włóczki zakupionej na większą rzecz i choć nie były wcześniej planowane, okazały się świetnym uzupełnieniem kompletu. Pierwsze zrobiłam ponczo a z pozostałej włóczki wyszła jeszcze niewielka chusta i czapka. Ponczo działo się z rozmachem (pisałam o nim w tym poście) a że miałam sporo  włóczki to obyło się bez obaw, czy aby na pewno wystarczy. W przypadku dodatków musiałam liczyć się z ograniczoną ilością przędzy, za to wybrałam proste i sprawdzone wzory.

 Apaszka miała być całkiem gładka, lecz w trakcie pracy zdecydowałam się urozmaicić jersejową powierzchnię rzędami oczek lewych, efekt jest ciekawszy, ale wciąż bardzo prosty i przy zestawieniu z warkoczowymi wzorami poncza nie wprowadza zamieszania. Z tego samego powodu również na czapkę wybrałam prosty wzór, w oparciu o świetny patent Joli Mazurek na czapkę beanie robioną w poprzek. Zmodyfikowałam jednak o brzegową plisę szydełkową, którą pozwala lepiej trzymać formę i daje dwie opcje noszenia, dłuższą z opadającym tyłem, albo wywiniętą, krótszą,  za to lepiej ocieplającą.

Zastanawiałam się, czy krakowskie zdjęcia czapki po prostu dołączyć do wpisu z bałtycką sesją poncza, ale uznałam, że lepiej będzie zamieścić te rzeczy osobno, raz że zgodnie z kolejnością powstawania, a dwa bardziej spójnie stylistycznie. Ani czapka ani chusta nie załapały się na sesję zdjęciową nad morzem, bo robiłam je dopiero po powrocie. Miałam wrażenie, że powstawały błyskawicznie, zwłaszcza, że poprzednio na drutach miałam zamaszyste ponczo na paru długich żyłkach. Nie tylko ekspresowo się robiły, ale i momentalnie suszyły. Gdy w upalny wakacyjny dzień dopinałam kolejny róg świeżo upranej chusty do słupka, ten pierwszy był już prawie suchy.

 I tak oto pod koniec września, w środku zupełnie innych działań znajdując chwilę na uzupełnienie bloga przywołuję całkiem sporo wakacyjnych wspomnień, nie tylko dzianinowych.
















sobota, 17 grudnia 2022

Od skarpetek na drutach do szydełkowej chusty

Z rozmachem i lekkością śmigam na drutach, mam też pewną swobodę w ubieraniu myśli w słowa, choć nie zawsze jedno jest najlepszym odwzorowaniem drugiego. Na przykład dzisiaj, gdy chcę pokazać moją pracę i napisać o tym, jak powstawała trochę się waham, nie wiem czy dam radę, bowiem do tej dzianiny mam bardzo emocjonalne podejście, wiele pozytywnych skojarzeń i miłych zaskoczeń. Gdy wpadłam na pomysł by do najnowszych zdjęć w zimowej scenerii dodać też wcześniejsze, z jesieni, z lata,  przeżyłam coś głęboko poruszającego. Aby odnaleźć tych kilka fotografii musiałam przebiec wzrokiem przez wiele innych na przestrzeni kilku miesięcy.

Od tygodnia jest u nas biało, śnieg sprawia, że świat wydaje się czarno biały, jak na dawnych ilustracjach, jest pięknie, bajkowo, a w domu przytulnie. Narzucam na ramiona najcieplejszą moją chustę i szukając jej zdjęć przenoszę się w środek lata, karnawał kolorów i światła, które nawet w głębi lasu zdają się bardziej hojne niż grudniowe lampy i światełka. Zapalam jeszcze świece i wracam do teraźniejszości, do pisania.

Przedstawiam Wam bohaterkę dzisiejszego wpisu kolorową chustę granny. Przede wszystkim wyróżnia ją to, że jest zrobiona szydełkiem. Mojej dziewiarskiej naturze zdecydowanie bliższe są druty, ale zawsze mam pod ręką szydełko, które jest jak niezawodny przyjaciel, pomoże chwycić zagubione oczko, zrobić stabilne wykończenie, jakąś plisę czy inny detal, albo nawet całą zabawkę. Szydełkować nauczyłam się w dzieciństwie, ale dopiero niedawno zdecydowałam się na dzianiny szydełkowe. Podziwiając prace innych dziewiarek nabierałam coraz większej ochoty by samej spróbować. Inspiracją i impulsem do zrobienia chusty granny stały się dla mnie słowa Asi, autorki bloga „Druty i motki”, że to „najprostszy wzór wszechświata”. Znalazłam na you tube instrukcję jak zacząć i po trzech minutach już zabrałam się za dzierganie. Niedługo potem nauczyłam się odczytywania schematów szydełkowych podczas testu torebki Lawenda zaprojektowanej przez Renatę Witkowską.

Początek mojej chusty wiąże się mocno z przygodą skarpetkową. Podobają mi się skarpetki z resztek włóczek, ale lubię gdy obydwie skarpety są jednakowe. W moich zapasach, włóczki skarpetkowe zajmują coraz więcej miejsca, nie tylko motki nowe, ale i różne końcówki wełenek, w przeróżnych kolorach, które lubię z sobą łączyć, przymierzać, wyobrażać sobie jak razem zagrają. Pewnego razu zaczęłam dziergać skarpetę łącząc kolory w ciekawy i niebanalny sposób, w miarę przybywania skarpety rosło moje zadowolenie i radość z patrzenia na zestawienia barw, aż tu nagle uświadomiłam sobie, że mimo wcześniejszych oszacowań kluczowego koloru raczej nie wystarczy na drugą skarpetkę. No to koniec, pomyślałam i sprułam to co się tak pięknie zapowiadało, jednak nastroju nie poprawiało mi ani myślenie ani prucie, ani myślenie o pruciu, ani bezmyślne prucie, zresztą już dawno sprułam…  Wtedy przypomniałam sobie o moich planach szydełkowych i skłębione emocje przekierowałam na nową aktywność. Zebrałam razem różne pasujące do siebie kłębki, kłębuszki, resztki, reszteczki i kawalątki i tak zaczęła się moja przygoda z chustą granny, która trwała parę miesięcy. Chusta od samego początku była wdzięcznym projektem, niewymagającym wielkiej uwagi, koncentracji na schematach, ani nie ponaglającym. Odkryłam też, że szydełko łatwiej jest odłożyć i to w dowolnym momencie, wystarczy wbić go w motek czy dzianinę, bez imperatywu „skończyć rząd”😊 Gdy dziergałam coś innego chusta cierpliwie czekała. Czasami robiłam przerwy, bo nie byłam pewna co do następnego koloru, każde połączenie musiałam po prostu poczuć, zresztą tak jak w przypadku tworzenia innych dzianin, tylko tutaj miałam mniejsze ilości i większy wybór.

Dzianina szydełkowa ma bardziej zwartą strukturę, w porównaniu do robionej na drutach jest twardsza, jest też grubsza i cieplejsza. Latem myślałam sobie, że owszem kolory pięknie pasują do błękitnych i fioletowych kwiatów, ale największy pożytek będzie z tej chusty zimą. Okazało się jednak, że ciepło tej dzianiny przydało się w samym środku upałów, kiedy to wiele godzin przyszło mi spędzać w klimatyzowanej sali. Rozłożona w czasie, niespieszna praca nad tą chustą teraz daje mi ciepło i przypomina wiele letnich zachwytów, nocnym niebem, kolorami kwiatów, codziennym życiem. Gdy dziś spojrzałam na zdjęcia z lata uświadomiłam sobie, że całe to bogactwo przyrody niedługo się obudzi, wyjdzie spod białej śnieżnej pierzyny, będzie więcej światła, słońca. Ach, wciąż pamiętam jak zaczynałam tę chustę, wczesną wiosną, chwytałam pierwsze promienie słońca…






















piątek, 8 kwietnia 2022

Mozaikowa chusta, antystresowe dzierganie

Myślę, że każdy kto lubi robić na drutach uzna za oczywistą oczywistość antystresowe działanie tego zajęcia. Dzierganie może być relaksujące, wyciszające umysł i uspokajające ciało. Zanurzanie się w rytm dobrze znanych, powtarzalnych sekwencji, dotyk przyjemnej przędzy niewątpliwie ma łagodzący wpływ na nerwy. Antystresowo działają też stany pobudzenia i ekscytacji związane z nowymi pomysłami, włóczkami, inspiracjami. Zajęcia sprawiające radość i wyostrzające ciekawość w pewien sposób też dodają sił, o czym przekonałam się już wiele razy.

Te dwa nurty, jeden kojący, drugi ożywczy najczęściej splatają się w naprzemiennych falach. Dzierganie tak jak każda pasja realizowana twórczo i z zaangażowaniem mogłoby być lekiem przepisywanym na receptę, o szerokim spektrum działania, nie tylko antystresowym.

Mogłabym długo nawijać o dobrodziejstwach płynących z uprawiania rękodzieła, których wciąż doświadczam. Moja pasja nie przestaje mnie zaskakiwać. Gdy w ostatnim czasie zaczęłam robić mozaikową chustę  okazało się, że jest to rzecz idealnie wpasowująca się w ten trudny czas, w sytuację i w moje potrzeby. Nie miałam głowy do nowych pomysłów ani ochoty na monotonne przekładanie oczek, które w innych okolicznościach byłoby cudowną relaksacją. Potrzebowałam czegoś nowego, ale jednak w znanym obszarze, czegoś nie za trudnego i nie za łatwego. I właśnie takie było dla mnie dzierganie chusty  Ribbons and Bows. Technikę mozaikową opanowałam przy okazji tego komina, więc wiedziałam, że dam radę, ale podczas pracy musiałam podążać za wzorem, bardziej niż zwykle doceniłam chwile skupienia uwagi nad schematami, cieszył mnie widok kartek.  fizyczny znak przypominający o tym, że skupić  uwagę na dzierganiu. Gdy zewsząd docierały do mnie słowa typu  pęka mi serce, rozpadam się na kawałki, nie mogę się pozbierać myślałam o mojej włóczkowej mozaice i o innych mozaikach, ceramicznych, kamiennych, tworzonych z różnych ułamków, poskładanych we wspaniałe obrazy czy piękne posadzki dające grunt pod nogami i pretekst do wysyłania myśli po uchwycenie wzoru. Przypomniałam sobie pogodną, pastelową mozaikę Julii, zrobioną w Grecji, przedstawiającą gołębia, ciekawe że dopiero teraz skojarzyłam ten obraz z symbolem pokoju.

Wzór na chustę kupiłam w ubiegłym roku, a włóczkę dobrych parę miesięcy temu, wiec mogłam ją wydziergać wcześniej, ale najwyraźniej dzianina ta czekała na właściwy czas.

Autorką projektu chusty Ribbons and Bows jest mistrzyni Renata Witkowska. Włóczka to dwa kolory dropsowej alpaki - ametyst i burgund. 

Dodam jeszcze słówko o włóczce, bowiem to jest mój pierwszy sezon alpakowy, jesienią kupiłam trochę motków, część z nich już zamieniłam w dzianiny i już mogę powiedzieć że jest to wełenka bardzo ciepła i przyjemna w dotyku, skarpetki i rękawiczki z alpaką są przemiłe, podobnie chusta, która dobrze trzyma ciepło, a dziś chroniła mnie przed wiatrem😊