Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Himalaya. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Himalaya. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 kwietnia 2026

Przeplatanie

Tegoroczna wiosna, wciąż chłodna i sucha, trochę opieszała, a kwiecień plecień w swym przeplataniu jakoś nie bardzo sięga po letnie nitki. A jednak z każdym dniem natura rozkwita, może trochę później niż w ubiegłych latach, ale nie mniej entuzjastycznie niż zwykle. Gałęzie drzew okrywają się pąkami, kwiatami, liśćmi. Z posadzonych jesienią cebul wyrastają nowe kwiaty… Zwyczajny porządek rzeczy, a zarazem cudowność przeplatania tego, co stare i nowe w naturze. Widzę to w przyrodzie, widzę w mojej pasji i w życiu w ogóle. Coś przychodzi, coś odchodzi, coś trzeba zostawić, zrobić miejsce na nowe. A najciekawsze jest to, że nie jest to sztywny podział, bowiem nic nie jest nowe ani stare raz na zawsze. Nowe cieszy, dodaje energii, nawet ekscytuje. Jak moje zakupione niedawno włóczki, jak kolejne pomysły na dzianiny. Lecz w tym samym czasie, gdy myślę o nowych twórczych działaniach, jednocześnie doceniam to, co nienowe. Wychodząc z domu w chłodny, wiosenny dzień, ubieram sweter, chustę i zwyczajnie cieszę się, że je mam, że wciąż mi służą; przypominam sobie, jak powstawały. Szczególne emocje pojawiają się w związku z przeróbkami, gdy trzeba jakąś rzecz pocerować albo coś w niej zmienić. Są ubrania w tajemniczy sposób rosnące razem z dzieckiem, ale najczęściej dzieci rosną same 😉 Zmiany rozmiarów nie dotyczą tylko dzieci. Pamiętam z dzieciństwa rozmowy mamy z jej siostrami dotyczące zwężania bądź poszerzania spódnic. W dziewiarstwie i w krawiectwie wspaniałe jest to, że można rzeczy pruć, poprawiać, wydłużać, zmieniać, po prostu je odnawiać.

Stare i nowe… Właśnie skończyłam wrabiać pasek do spódniczki. Ze wzruszeniem przypominam sobie, jak kilka lat temu moja wnuczka zapragnęła sukienki w esy-floresy. Mówisz – masz: znajduję świetny wzór, wyjmuję z pudeł kolorowe włóczki i robię sukienkę (klik). W szalonych kolorach esy-floresy są dla nas obu ekscytujące jak nie wiem co. Mija kilka lat, sukienka robi się za mała, pruję więc górę i dorabiam tułów z nowej włóczki. Znów mija kilka lat, esy-floresy są dalej fajne, lecz rozmiar za mały. Tym razem zmieniam sukienkę na spódniczkę, przy okazji uczę się nowego sposobu na elastyczny pasek dzianej spódnicy: szydełkiem wrabiam od wewnętrznej strony tzw. nicio-gumkę.

Wspomniałam wcześniej o tych rozmowach ciotek nad maszyną mamy. Miałam pewnie tyle lat, co moja wnuczka teraz. Ech, życie! Tyle lat, tyle doświadczeń. „Perspektywa czasu” – ten zwrot brzmi jakoś tak sztampowo, a oznacza coś niesamowitego: ogromny przywilej, możliwość zdystansowania się. Coś, co było wielce pożądane i ekscytujące, może okazać się czymś nieciekawym lub rozczarowującym albo po prostu z czasem przestanie być już ważne. Wracając po latach do książki, która kiedyś nas poruszyła, możemy już nie znaleźć w niej takich jak kiedyś wrażeń. Rzeczywistość się zmienia i my się zmieniamy, dlatego lubimy sięgać po nowe. To jest w naturze człowieka, ale nie wszystko nowe zostaje na dłużej. I bardzo dobrze – inaczej bylibyśmy oblepieni różnymi naleciałościami i coraz bardziej oddalalibyśmy się od siebie. Ważne jest dokonywanie wyboru: co zostawiam, z czego rezygnuję. Podoba mi się słowo „odsubskrybować” – jest jakby historią o pewnej fascynacji, wejściu w jakąś rzeczywistość i o rezygnacji, która jest jednym kliknięciem, lecz w brzmieniu tego słowa słychać oskrobywanie z tego, czego już się nie chce więcej.

Każdy rok, każdy dzień coś daje, coś zabiera. Z tego, co przynosi los, i z tego, co wybiera się samemu, splata się unikatowa tkanina życia; niektóre wątki się wzmacnia, utrwala, powtarza, inne zostawia. I każdego dnia na nowo trwa to tworzenie, a może raczej współtworzenie. W tych przeplatających się i mijających cząstkach życia tym cenniejsze są te, które przetrwały tzw. próbę czasu – nie tylko trwałe przedmioty, ale, co ważniejsze, przyjaźnie, znajomości.

Po tej porcji filozofowania, pod wpływem małej dziecięcej przeróbki, przejdźmy do przyziemności dziewiarskiej. Najlepszym uziemieniem będą zwyczajne skarpetki, dwie pary. Jedne z połączenia wielobarwnej Himalaya Bamboo Socks z dodatkiem różowej Performance Cool Wool, drugie – stopki z włóczki skarpetkowej z bawełną Lana Grossa Point Stretch. 

Pozdrawiam serdecznie, a szczególnie ciepło osoby, które odwiedzają mnie tutaj od dłuższego czasu:-) 


























piątek, 29 stycznia 2021

Moje dziewiarskie abecadło. A jak atrakcyjność.

W ubiegłym roku postanowiłam zrobić sobie spódnicę na drutach, ale gdy dojrzałam do tego pomysłu zbliżała się już wiosna i plan odłożyłam na kolejny sezon. Do dzisiejszego dnia przybyło mi pomysłów, inspiracji, tymczasem zima mija, a spódnica niczyja, znaczy nie zrobiona. No nie może tak być.

W tej sytuacji sięgnęłam po druty i zaczęłam dziergać spódniczkę, ale nie dla siebie tylko dla wnuczki. Mogłam pozwolić sobie pewien rozmach w dobieraniu wzorów i sprawiło mi to wiele przyjemności. Wiedziałam, że najrozsądniej byłoby robić tę spódniczkę od góry do dołu i na bieżąco dopasowywać rozmiar, fason i układ ściegów, ale bardzo chciałam wykorzystać pewien wzór rozpoczynający dzianinę toteż jechałam od dołu do góry. Czułam się jak na placu zabaw, zanim zdążył mnie znużyć jakiś motyw już mogłam wybrać i wypróbować następny. I tak do końca sporawego motka. Taka dziecięca spódnica to konstrukcja bardzo prosta, nie wymagająca wyliczeń, przy zwężaniu pozwalająca gubić oczka na oko, byle tylko ich liczba była dopasowana do następnego wzoru. Lekkość dziergania i skojarzenie z placem zabaw sugerowałyby, że to jakieś dziewiarskie przedszkole, ale to nieprawda.

Wzory które wykorzystałam nie należały do takich, na które wystarczy popatrzeć, by je odtworzyć. Ja w każdym razie nie potrafiłam. Musiałam się ich nauczyć, więc nie przedszkole, a raczej szkoła, nie jakaś wyższa szkoła dziewiarska, bardziej średnia, a właściwie podstawowa, prawe, lewe, abc.  Kiedy wahałam się czy pokazać na blogu tę jedną spódniczkę, czy czekać aż zrobię też dla siebie,  przyszedł mi do głowy pomysł na kolejne wpisy – cykl  „Moje dziewiarskie abc”. Nie jako poradnik „abc robótek na drutach”, istnieje już strona o takiej nazwie, którą bardzo lubię i dość często odwiedzam, nie brakuje też  innych wspaniałych poradników, kursów i instruktaży.

Mój alfabet dziewiarski nie będzie ani trochę przypominać uporządkowanego podręcznika, raczej abecadło z wierszyka Juliana Tuwima, które to „abecadło z pieca spadło, o ziemię się hukło, rozsypało się po kątach, strasznie się potłukło”. Mam nadzieję, że nie zabraknie mi czasu i konsekwencji na splatanie dzianin i refleksji literkami alfabetu. Kto wie, może nowe pomysły już czekają, by przejść przez druty, przez głowę, przez słowa, przez obiektyw aparatu by w końcu znaleźć się tu na stronie?

Zatem startuję z cyklem abecadło i pokazuję dwie dzianiny, jedną małą, drugą jeszcze mniejszą. Spódniczkę dla wnuczki, wykonaną z 140 gramowego motka włóczki Himalaya Sweet Roll i szalik dla wnuczka z motka wełny merino Lana Gatto Cucciolo.  

Pierwsza litera w moim dzianinowym alfabecie to A jak atrakcyjność. Dobrze pasuje do tych dwóch projektów, bowiem wzory które w nich wykorzystałam spodobały mi się od pierwszego spojrzenia i od jakiegoś czasu czekały, by je wykorzystać. W spódniczce są trzy takie atrakcje, ozdobny początek, ażurowy wzór stokrotek i wreszcie wzór wypukłych listków, przypominających kłoski trawy o wdzięcznej nazwie drżączka. W szaliczku zastosowałam kombinację oczek prawych i lewych,  tworzącą atrakcyjną fakturę, inną z każdej strony. Po wypraniu, gdy włóczka zmiękła wzór ułożył się jeszcze lepiej.

W tym dzianinowym abecadle do litery A mogłabym użyć „ażuru”, wybrałam jednak atrakcyjność, która jest pojęciem szerszym i więcej mówi o dzierganiu niż typ wykorzystywanych wzorów. Atrakcyjność to dla mnie podstawowy atrybut dziewiarskiej pasji. Obejmuje i wzory, techniki, włóczki, wszelkie inspiracje. U mnie póki co nie wygasa chęć robienie na drutach, i choć mam też inne zajęcia i pasje to atrakcyjność dziergania wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie.