Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Madragoa Rosarios 4. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Madragoa Rosarios 4. Pokaż wszystkie posty

środa, 15 lipca 2026

Wakacyjne pamiątki dziewiarskie. Rozdział 1.

Kiedy myślę o pamiątkach z wyjazdów, nasuwa mi się podział na trzy kategorie: pierwsza to rzeczy fizyczne, druga – niematerialne i trzecia – coś pomiędzy tymi dwoma. To, z czym się wraca, to przedmioty, wrażenia, doświadczenia i wreszcie zdjęcia, które później mogą odnawiać wspomnienia. Przyznam, że podoba mi się tak ułożony podział. Zaraz jednak przychodzi kolejna myśl, która, jak morska fala, zmywa ten porządek i nie ma w tym destrukcji, ale odświeżenie spojrzenia, pokazanie nowego obrazu muszli i kamyczków, obmycie piasku gładką taflą, a potem następna fala i kolejna, i tak od nowa. A ja mogłabym tam stać i stać, ale zaraz… przecież jestem już w domu, przed ekranem, i piszę tekst na bloga o wakacyjnych pamiątkach dziewiarskich. Zbudowany przeze mnie podział na trzy kategorie pamiątek, niczym babki z piasku, rozpływa się w wodzie i na nowo wraca do całości. Podoba mi się ten obraz.

Wiadomo, że materia i duch przenikają się wzajemnie, nasze myśli i wrażenia przekładają się na fizyczne, realne ścieżki neuronalne. Wszelkie doświadczenia, emocje i treści, którymi się karmimy, tworzą nasze życie. A skoro mowa o tworzeniu, to wsłuchując się w to słowo, uświadomiłam sobie, że aby móc tworzyć, trzeba się „o-tworzyć”: na głos intuicji, podszepty duszy i na to, co nowe, nieznane. Mogą temu sprzyjać wyjazdy, zwłaszcza gdy znajdzie się też miejsce na świadome przeżywanie, czas na skupienie, przyjęcie inspiracji i znalezienie dla nich odpowiedzi w swoim życiu. Ten ciąg dalszy następuje zwykle potem, po powrocie. Być może powyższe słowa wydadzą się komuś rozmyte i w zniecierpliwieniu chciałby przypomnieć mi, że miałam pisać o dziewiarskich pamiątkach, że co to niby za „wy-wody”, więc do brzegu, do brzegu… Spokojnie, będzie o dziewiarstwie. A na brzegu, w pewnym sensie, wciąż jestem. Patrzę na horyzont, na powierzchnię wody, przyjmuję kolejną falę, która może zmyć wszystkie słowa z poprzednich zdań.😊

Wróćmy więc do tematu. Czy mam aż tyle pamiątek dziewiarskich, że postanowiłam poświęcić temu kilka postów? Hmm. Zacznę może od tego, że od lat jakoś tak się składa, iż nie przywożę z wyjazdów żadnych włóczek, gadżetów ani czasopism. Nie żebym tego nie chciała, jednak nigdy nie był to cel podróży czy ważny punkt programu. Zdarzało się natomiast, że zatrzymywałam się obok sklepu z włóczkami, lecz akurat była to niedziela albo inny dzień, tylko godzina zbyt wczesna lub zbyt późna. Zdarzyło mi się też, że nawigacja wyprowadziła mnie… może nie w pole, ale na pewno nie do centrum włóczkowego. Nie płakałam z tego powodu, bo przy okazji poznałam piękne zakamarki Pragi.

Zatem skoro nie przywożę włóczek ani akcesoriów drutowych, to o jakich dziewiarskich pamiątkach jest mowa? O dwóch rodzajach. Pierwszy to rzeczy, które robię na drutach podczas podróży, drugi – zdjęcia dzianin zabieranych na wakacje właśnie w tym celu. To dobry czas i dobre miejsce na fotografowanie, a dzięki temu wakacyjne chwile zostają ze mną na dłużej. W tym roku, wybierając się nad morze, do relaksu z drutami zabrałam dwie bardzo różne robótki, a do sfotografowania wzięłam trzy dzianiny skończone już jakiś czas temu.

Dziś pokażę kolorową bluzkę z jedwabiu Madragoa Rosarios4. W ubiegłych latach z tej włóczki zrobiłam dwa letnie topy (ten i ten - podaję link do ravelry, gdyż właśnie odkryłam, że nie pokazałam go na blogu). Obydwie bluzeczki często noszę latem i bardzo je lubię. Miałam w zapasach moteczki w innych kolorach, przeznaczone na paseczkową dzianinkę. Lubiłam na nie patrzeć podczas przeglądania swoich skarbów. Połączenia wydawały mi się lekkie i optymistyczne. Podsuwałam je pod oczy wnuczce, lecz na niej nie zrobiły wrażenia. Cóż, przyszło mi zrobić coś dla siebie. 😉

Wiosną, na krakowskich targach włóczkowych, na stoisku Woolloop zobaczyłam włóczkę z subtelnymi cekinami i wykonany przez Monikę letni top z dodatkiem tej nitki (klik). Zachwycił mnie pomysł połączenia pastelowych pasów z błyszczącymi gdzieniegdzie cekinami oraz wykorzystanie wzoru szewronowego. Inspirując się tą dzianiną, postanowiłam po raz pierwszy w życiu zrobić coś z włóczką z cekinami. Pamiętając, jakie mam w domu kolory jedwabiu Madragoa, dobrałam kilka motków cekinowej Sesii Flora Paillettes. Zrobiłam dla siebie letnią bluzkę z rękawkami i dekoltem typu łódka. Robiłam na oko, od góry, metodą Contiguous, z podkrojem na przód, więc początek był nieco stresujący. Po pierwszej przymiarce dalsza praca była już przyjemnie dynamiczna – ze zmianą kolorów, dodawaniem cekinów i obserwowaniem, jak praca posuwa się naprzód. Efekt widać na poniższych zdjęciach. Delikatnie lśniące cekiny są jak biżuteria, jak refleksy zachodzącego słońca odbijające się na tafli wody…

Cdn.

















piątek, 15 listopada 2024

Moje dziewiarskie abecadło. W jak… wyznanie?

Ze znaku zapytania w tytule wpisu wywnioskować można jakieś wątpliwości. Po pierwsze wahałam się czy wątpliwości wpisują się w ten cykl, czy aby abecadło nie powinno obejmować jedynie wątków jednoznacznych i oczywistych, wypisanych wprost wskazówek, wte albo we wte😉. Wiadomo jednak, że wątpliwości są wszędzie wokół, więc wystąpią także w moim dziewiarskim abecadle.

Po drugie, choć lepiej po wtóre, to moje wyznanie, że coś nie wyszło nie będzie wyrzucaniem sobie winy. Mówiąc wprost – popełniłam błąd, ale jednak nie żałuję. Wiem, że mogłam wyeliminować ów błąd, czy raczej niedopatrzenie, ale wskutek trochę wariackiego podejścia nie wychwyciłam wskazówek, nie wstrzymałam się wcześniej. Wyrywna byłam, w gorącej wełnie kąpana, czy jakoś tak. Wprawdzie to nie była wielka wtopa, wycofałam się w porę, a sprute motki, które mogły wyglądać jak włóczkowy wyrzut włożyłam wysoko, żeby ich nie widzieć. Wciąż jednak wydawało mi się, że coś wisi nade mną, więc żeby niezadowolenie  nie uwiło sobie gniazda wewnątrz wiedziałam, że warto by włóczkę jakoś wykorzystać i w miarę szybko wykonać inny wyrób.

Wrócę jednak do początku 

„Wchodzę w to!” niemal wykrzyknęłam widząc wyjątkowy wzór na bluzkę, miał on ciekawe wykończenia i prostą formę, wyobrażałam sobie jego wielką wygodę, wiedziałam z czego wykonam moją wersję w wymarzonym kolorze. Wystarczyło więc wykupić wzór, wybraną włóczkę włożyć do koszyka i wreszcie wykonać owo wdzianko. Wcześniej wiadomo - wiele godzin wywijać drutami, wiodąc rozmowy, wsłuchując się w wykłady, wozić tę wybraną robótkę w woreczku wiązanym tasiemkami wszędzie gdzie się da, bo wtedy właśnie trwały wakacje. Wizja ta właściwie wypełniła się w każdym wątku, z jednym, acz wielkim i ważnym wyjątkiem. Byłam już po rozdzieleniu rękawów od korpusu i nagle zauważyłam, że dołączona niedawno nitka ma inny odcień, kolor odcina się nieładnie. Wiedziałam, że włóczki są z różnych partii farbowania (jak trudno o apolityczność!). Wiedziałam, że to może się wydarzyć, więc gdy się jednak wydarzyło nie wpadłam w szok, nie wylałam wiadra łez. Ale trochę wstydu poczułam. Gdy kupowałam włóczkę w sklepie woollop Monika, cudowna osoba, z właściwą sobie starannością  wskazała mi na różnice, nawet zrobiła zdjęcie dla porównania, jedno wieczorową porą, drugie w świetle dnia, sugerowała nawet wstrzymanie się do kolejnej dostawy. Włóczką tą był jedwab madragoa Rosarios4, miałam w domu parę motków i innych kolorach, wykombinowałam więc że jeśli różnica w kolorach włóczki na bluzkę będzie zbyt widoczna zrobię wymyślony znacznie wcześniej letni top w paseczki, wszystkie odcienie madragoa pięknie do siebie pasują. Gdy otworzyłam zamówioną przesyłkę, różnice w motkach były tak znikome, że bez wahania narzuciłam włóczkę na druty. A dalej było tak jak napisałam wyżej. Gdy już wiadomo było, że ta różnica będzie fatalnie wyglądać, sprułam co zrobiłam, odłożyłam wysoko, ale wkrótce wystawiłam te włóczki tak, by je mieć w polu widzenia. Wtedy nagle wpadł mi pomysł by zrobić mały sweterek dla Karola a różnice w odcieniach ukryć w półcieniach czyli w strukturalnym wzorze, Wykonałam go według własnego pomysłu, raglanem, od góry, wplatając pasy wzoru ryżowego, dół, rękawy i dekolt wykańczając włoskim zamykaniem oczek. 

A jeśli chodzi planowaną wcześniej bluzkę – mam już wzór, wymiary, pomiary, wykonałam próbkę a nawet wielką próbę, tylko włóczki jeszcze nie mam. Teraz wydaje mi się że wolałabym brąz😉

Tak to się wije ta moja włóczkowa wędrówka, bywają na niej wyboje, na niektóre wystawiam się sama. Na ryzykowne wybryki pozwalam sobie wtedy, gdy robię coś dla siebie lub dla moich bliskich. W wypadku gdy wiąże mnie jakieś zobowiązanie pracuję według innych wzorców. Podczas testu dziewiarskiego wiernie wykonuję wzór, w wyznaczonym czasie, wyliczam wcześniej oczka, włóczkę, wymagany czas. Wykonując coś na zamówienie staram się wychodzić na wprost wizji danej osoby. Jak wychodzi to już one mogą oceniać, ja natomiast wiem że wszystkie wcześniejsze błędy i eksperymenty wpływają na wzmocnienie i warsztatu i wiedzy.

A oto jedwabny dziecięcy sweterek wywieszony na wieszaku, wciąż czekam na jakieś wspólne wyjście, na okazję do zdjęć na Karolu, wierzę że one wydobędą więcej walorów tej dzianiny. I to nie musi być na jakimś wybiegu, może też być w wirze zabawy😊











poniedziałek, 28 sierpnia 2023

Gdy lato się dopełnia

Jest taki okres pod koniec lata, pora piękna i łagodna, kiedy to lato trwa sobie jeszcze w najlepsze, a w tym jego trwaniu już coraz wyraźniej widać przemijanie. Przez zmiany kolorów, nastrojów i temperatur jakby przez ścianę przechodzi jesień i ze spokojną stanowczością bierze dorobek lata.

Nie ma wyraźnej granicy między jedną porą a drugą, między wakacyjnym szaleństwem a jesiennym ugruntowaniem. W tym czasie jak w wielkim koszu mieszczą się i moszczą rozmaite wrażenia. Są w nim świeże doświadczenia już zmieniające się we wspomnienia, nowe plany i postanowienia, praca, odpoczynek, ciekawość, zmęczenie, sprawy domowe i wyjazdowe. Niosę ten obficie wypełniony kosz, a może to on mnie niesie, a ja tylko daję się ponieść jego zawartości. Na razie jej nie sortuję, nie rozdzielam, nie szufladkuję. Jeszcze cieszę się tym wszystkim, tym niezwykłym trwaniem, w którym jest i przemijanie i zapowiedź czegoś nowego. Przybyło mi doświadczeń, siwych włosów, spotkań z ludźmi, z przyrodą, z samą sobą, przybyło książek przeczytanych i nowych do przeczytania, dzianin skończonych i tych zaplanowanych.

A z dziewiarskiego koszyka wyciągam dziś dwie jasne letnie bluzki. Pierwsza to Summer Sky, projekt Comfort Zone Knits. Druga dzianina to moja testowa wersja Sarandy zaprojektowanej przez Dorotę Knitolog Morawiak.

Błękitną bluzkę zrobiłam z włóczki Madragoa Rosarios 4, jest to 100% jedwab. Szaro biała Saranda powstała z mieszanki bawełny i jedwabiu Fibra Natura Papyrus (77% bawełna 23% jedwab). Zatem obydwie bluzki łączy jedwabna nić, oto one: