Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiskoza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiskoza. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 września 2022

Moje dziewiarskie abecadło. P jak pogoda ducha.

Zgodnie z planem przystępuję do pokazania kolejnej letniej dzianiny. Przyznam jednak, że trochę dziwnie się czuję, gdy tak siadam do pisania ubrana w ciepły pulower i podwójne skarpety.

A przecież do publikowania postów nie potrzebuję pozwoleń, nie muszę przestrzegać jakichś przepisów powiązanych z pogodą. Poza tym prawda jest taka, że astronomiczna jesień przyjdzie dopiero pojutrze. Pomimo to pojawiają się pytania czy aby na pewno przy takim chłodzie mogę sobie pozwolić na pokazywanie letnich rzeczy. Otóż mogę, choćby po to, by przyjemnie powspominać letnią porę.

Jeśli chodzi o samo dzierganie jakoś nigdy nie miewam podobnych oporów, nie ograniczam się sezonowością, owszem zimą powstaje więcej ciepłych rzeczy niż latem, ale nawet w upalne dni z przyjemnością robię wełniane skarpety. Ta moja pasja po prostu jest porywająca, przyjemna i pożyteczna, a poza tym pozwala na zachowanie pogody ducha w ciągle zmieniających się okolicznościach. Nie powiedziałabym, że każdy kto popróbuje porobić na drutach poczuje psychiczny spokój, ale w moim przypadku z całą pewnością ta pasja łączy się z pogodą ducha.

O pogodzie rozmawiamy codziennie, podporządkowujemy jej pewne plany, patrzymy na prognozy, przygotowujemy odpowiednie ubrania, by nie przegrzać się ani nie przeziębić. Z przypadkowo spotkanymi ludźmi podejmujemy pogawędki o pogodzie. Przyzwyczailiśmy się ją oceniać, ładna, brzydka, okropna… Niektórzy mawiają, że nie ma złej pogody, tylko nieodpowiednie ubrania. Polemizowałabym jednak z tym podejściem, poparłby mnie każdy kto poczuł, że pogoda nie zawsze jest przyjazna, np. kto z trudem oddychał podczas upału albo silnego mrozu. Co po takich przygodach potem się podzieje to już inna para kaloszy. Na przebieg dalszych zdarzeń wpłynąć może też coś, co nie pochodzi z zewnątrz, lecz ze środka - pogoda ducha, nie jakiś chwilowy nastrój, ale podejście do życia, łączące pozytywną postawę i zarazem pogodzenie z tym, co nieuchronne. Przyznam, że nigdy wcześniej nie skojarzyłam słowa „pogodzenie” z „pogodą”, a tu proszę jaka piękna z nich para.

Co ciekawe w przeciwieństwie do zjawisk atmosferycznych pogoda ducha powszechnie pojmowana jest jako coś pozytywnego. Pragniemy jej dla siebie, życzymy jej innym.

Niewątpliwie obydwa rodzaje pogody wpływają na nasze życie, lecz o ile na upały czy mrozy nasz wpływ jest znikomy, tak stan ducha możemy pielęgnować. Pomaga w tym poznanie siebie, przyjaźnie, pasje. Gdy przytłaczają nas jakieś przykrości potrzebujemy podniesienia na duchu.

Przechodząc do letniej dzianiny – prezentuję dziś letni sweterek według własnego pomysłu, w którym ponownie wykorzystałam przyjemny falisty wzór. Podoba mi się w nim to, że jest samopodpowiadający, to znaczy nie wymagający patrzenia w schemat. Najwięcej uwagi poświęciłam rozplanowaniu wzorów, przy raglanie robionym od góry nie jest to najłatwiejszy etap pracy, za to potem robi się coraz przyjemniej. Użyłam włóczki Belle Drops, składającej się z bawełny, lnu i wiskozy, wybrałam kolor niebieski, takiej narzutki potrzebowałam do letnich sukienek w tonacjach bieli, granatu i szarości, a i do letnich spodni też się sprawdziła😊

Pozdrawiam podwójnie pogodnie, z przechadzki podczas pięknego letniego przedpołudnia i sprzed komputera tuż przed pierwszym dniem jesieni życząc pięknej pogody i naturalnie pogody ducha😊














wtorek, 26 lipca 2022

Moje dziewiarskie abecadło – początek P i kardigan na lato

W moim dziewiarskim abecadle powoli przychodzi pora na literę P. Już od pewnego czasu to „p” przypomina o sobie, prowokuje, podpuszcza. Pod tą literą pełno jest pojęć z moją pasją powiązanych. Przydałoby się potężne, pojemne pudło. Pojawiające się pomysły pchają się, piętrzą, przewracają. Patrzcie jaki potencjał! Powinnam to porządnie posortować, poskładać, po kolei pisać i potem post pełen pojęć na „p” publikować nie pomijając pomniejszych punktów i punkcików. Ale, ale, powoli.. czy na pewno powinnam? Już samo to słowo pachnie presją. Przesadna pilność mogłaby popsuć przyjemność płynącą z pasji. Postanawiam więc podejść do tematu powoli, podzielić go i podawać w mniejszych porcjach lub powiedzmy w pęczkach.

W dzisiejszym poście proponuję trzy punkty:

- proste pytanie

- potencjalną przygodę z pewnym przedmiotem

- piękny projekt z połyskliwej włóczki

Proste pytanie dotyczy podejścia do pasji i poniekąd padło już na początku postu - Powinność czy przyjemność? Presja czy pasja? Prawdę powiedziawszy to już parę pytań😉 Dorzucę więc kolejne -powolność czy pośpiech? W każdym przypadku wybór z pozoru jest prosty, a poprawna odpowiedź to pozytywne podejście, slow, luz, beztroska, ale to wcale nie takie oczywiste. Popatrzmy prawdzie w oczy, kto nigdy nie poczuł presji choćby wewnętrznej niech pierwszy rzuci motkiem. Powolność czy pośpiech? Relaksowe dzierganie, niespieszne przekładanie oczek, długie spokojne chwile gdzieś na tarasie w półcieniu, gdzie czas się zatrzymał jak na impresjonistycznym obrazie, tak, prawie to czuję. Wystarczy jednak, że pojawi się jakiś porywający projekt albo przeciekawa przędza i natychmiast puls mi przyśpiesza, chcę poznać lepiej przedmiot pożądania, zmieniam podejście. Spowolnienie też się pojawia, w swoim czasie. Podsumowując – w mojej pasji nie ma jedynej poprawnej postawy, za to jest sporo dynamiki,  jest płodozmian prac, podoba mi się to. Pasja to przede wszystkim plusy, oczywiście pojawiają się problematyczne momenty i chyba doświadcza ich każdy. Nie mam na myśli jakichś potwornych porażek czy przykrych przygód, ale to, że pewne punkty w pracy nad dzianiną są po prostu mniej przyjemne. Dla niektórych osób może to być początek pracy, przygotowanie próbki, dla innych plisa, pięta albo przyszywanie rękawów, dla mnie jest to pozowanie do zdjęć.

Parę dni temu pomyślałam, że może przydałby mi się manekin, przedmiot pozwalający pominąć problem pozowania. Tak oto płynnie przeszłam do kolejnego punktu. Nigdy nie odczuwałam potrzeby posiadania manekina, nie miałam ani psychicznej potrzeby ani przestrzeni i to się nie zmieniło. Powiedzmy jednak, że pewnego dnia pod moimi drzwiami pojawia się manekin puka do moich drzwi, pytam po co, a on prosi przygarnij mnie. Przygarnęłabym. Poświęciłabym prywatną przestrzeń, oczekując w zamian przysługi pozowania.

A póki co proces przygotowywania moich prac do publikacji przebiega tak jak dotychczas i powiem Wam, że to też ma swoje plusy, bo poszukiwanie pasującego do dzianiny tła pozwala poznać nowe miejsca albo w znanych miejscach dostrzec nowe detale, zakamarki, kolory, odcienie i półcienie.

Moja nowa dzianina została sfotografowana podczas niedzielnej przechadzki po mieście przy pięknej pogodzie😊 Ten kardigan powstał na podstawie projektu Cardigan for summer Renaty Witkowskiej, który zachwycił mnie od pierwszego wejrzenia. Potrzebowałam czegoś takiego. Do mojej wersji użyłam nieco ponad 7 motków bułgarskiej mieszanki bawełny z wiskozą Cotton Dazzle performance. To bardzo przyjemna włóczka, dodatek wiskozy daje nie tylko połysk ale też chłodzący efekt. Oto kardigan na lato:



 













sobota, 11 września 2021

Letnia przygoda z testowaniem bluzki Light Lady

Jest późne lato, pogoda jak złoto, słońce dogrzewa owoce dzikiej róży i napełnia je najpiękniejszymi odcieniami czerwieni. W cieniu pod sosną znajduję miły chłód i lekki wiatr, zaledwie wiaterek, tak delikatny i cichy jakby nie chciał spłoszyć spokoju,  trochę nieśmiałego i zdziwionego samym sobą i moim towarzystwem. Ile jeszcze takich chwil przeżyję tego lata? Czy w ogóle będą jeszcze takie? Nie wiem. Odpoczywając myślę o naszch trudach i ich skutkach, o mijającym lecie… Jakże to, już? Czemu tak szybko?

Wśród wszystkich innych spraw wakacyjne miesiące umilałam sobie tak jak umilam miesiące niewakacyjne, czyli robiąc na drutach. Chyba nigdy wcześniej nie miałam tak owocnego dziewiarsko lata.

Rzeczy, które robię na drutach dzielą się na dwie grupy, robię dla siebie albo dla kogoś. Nie jest to tak całkiem zerojedynkowe, zdarza się, że jakaś przeznaczona dla mnie dzianina zaraz po wykonaniu zmienia właściciela na przykład z powodu rozmiaru. Nie zmienia to jednak faktu, że już od samego początku inaczej pracuje się, gdy trzeba uwzględnić czyjeś upodobania, oczekiwania, potrzeby a inaczej myśląc tylko o sobie.

Jest jeszcze inna kategoria dziergania związana z testowaniem, gdzie robi się dla siebie, ale ta praca ma służyć innym, projektantce dla sprawdzenia wzoru przed publikacją oraz przyszłym użytkownikom.

Gdy zobaczyłam ogłoszenie o naborze do testu nowego projektu Iwony Eriksson zgłosiłam się bez wahania. Bardzo spodobała mi się bluzka, nazwana przez autorkę Ligth Lady, a wersji polskiej - Biała dama. Podjęłam decyzję o teście bez zbytniego zastanawiania się czy podołam i bez pewności,  że trafię do grona testujących . Dzięki temu przeżyłam wspaniałą dziewiarską przygodę. 

W przypadku własnych dzianin robię jak chcę, jak mi wychodzi, pozwalam sobie na nonszalancję, natomiast testując wzór podchodzę do sprawy bardzo poważnie, skrupulatnie robię próbkę, piorę, mierzę, uważnie czytam każde słowo opisu, jakbym po raz pierwszy w życiu widziała instrukcję i sprawdzam czy jest zrozumiała. Cofam się w czasie do tych chwil, kiedy na drutach owszem śmigałam, lecz o wielu niuansach nie miałam zielonego pojęcia, a opisy i schematy były jak tajne szyfry. Chyba pisałam już o tym na blogu jak przy pewnej dzianinie robionej na podstawie wzoru nie zgadzała mi się ilość oczek, liczyłam, sprawdzałam, czytałam opis, liczyłam jeszcze raz, sprawdzałam ponownie i opis znów czytałam i tak po wielokroć, aż wreszcie doszłam do tego, że „pm” i „sm” to nie oczka, tylko informacja o markerach. Co to są markery? Wtedy nie wiedziałam, nie używałam. Dziś mam naprawdę dużo markerów, różnych. Biegłe dziewiarki, jeśli to czytają mogą uśmiać się serdecznie, śmiech to zdrowie. Gdyby w tamtych czasach trafił w moje ręce opis bluzki „Ligth lady” myślę że zrobiłabym ją bezproblemowo, jest bowiem bardzo dobrze, szczegółowo i zrozumiale rozpisany, uzupełniają go linki do filmików instruktażowych.

Z korzyści jakie daje testowanie cenię sobie możliwość doskonalenia warsztatu. W zasadzie wszystkie techniki zastosowane w tej bluzce były mi znane, z wyjątkiem szwu dziewiarskiego, wykorzystanego w rękawie. Nie był to konieczny element pracy, można było wybrać wersję bez tego zszywania, ale jak kiedyś mawiano, a może i teraz też – no risk, no fun. Szew dziewiarski pokazany w formie graficznej w książkach i gazetach zawsze przykuwał moją uwagę, lubiłam na niego patrzeć, wydawał się prosty, a w praktyce miałam z nim problem. Próbowałam go w skarpetach, gdzie trzeba było zszyć zaledwie jakieś 8 oczek, namęczyłam się, nie wychodziło za ładnie, czułam się jak cienki Bolek. W ramach testu bluzki podjęłam wyzwanie. No i nauczyłam się, na kilkudziesięciu oczkach na każdym rękawie. Dało się? Dało się!

Podoba mi się specyfika testowania polega na tym, że pracuje się i razem i osobno. Każdy z uczestników pracuje samodzielnie, w swoim rozmiarze, w swoim tempie, swoją włóczką. Projektantka dostarcza wzór i nadzór, a cała grupa dzieli się uwagami odnośnie wzoru, swojej pracy.

Dla mnie to cenna przygoda, możliwość poznawania wzoru, nowych technik, podpatrywanie pracy innych dziewiarek, czasem spojrzenie z ich punktu widzenia, a także możliwość poznania wspaniałych osób. Serdecznie dziękuję za tę przygodę Iwonie Eriksson i wszystkim dziewiarkom biorącym udział w teście.

A oto moja wersja Light Lady, wykonana z włóczki Belle Drops w kolorze srebrnym: 












  

sobota, 24 lipca 2021

Moje dziewiarskie abecadło. I – od inspiracji do improwizacji

Obfitość wydarzeń, mnogość spraw i intensywność doznań. Oto lato. Przyspieszenie przeplata się ze spowolnieniem, praca z odpoczynkiem, zmęczenie z wytchnieniem.

„Można” i „trzeba” stają naprzeciw siebie, a „chcieć” zaprasza „móc” do tańca, by się przekonać czy czują ten sam rytm. Czasem tak, a czasem nie, to zależy, od nas samych i nie od nas. Nie na wszystko można wpłynąć, nie zawsze jest się u steru, ale warto mieć świadomość gdzie się płynie, z kim, jakie mija się widoki i jakie ślady pozostawia. Takie pytania lubią do mnie przychodzić o różnych porach, w środku wakacji, w środku remontu, w czasie przetworów, między słojami, między słowami, a ja przyjmuję je gościnnie. Dobrze nam razem. Bujanie w obłokach i kontakt z ziemią, abstrakcja i konkret, po prostu życie. O tej porze roku jest ono zaprawione dużą dozą nadziei i wakacyjnym luzem, jest lato, jest dobrze, nawet jeśli wiadomo, że nie zdąży się zrobić tego czy owego, a pot płynie z czoła, z szyi, z pleców. Ani ten pot, ani myśl, że praca niezrobiona nie spływają po mnie jak po kaczce.

….

Moje dziewiarskie abecadło to projekt, w którym opowiadam o swoim dziewiarskim życiu, lecz w pewnym sensie to abecadło żyje swoim życiem i bywa, że trochę mnie zaskakuje. Tak też jest z pasją dziergania, pełną niespodzianek, nowych rozwiązań, zmieniających się planów. Pewne projekty przestają mi się podobać lub z jakichś powodów stają tracą na aktualności i wtedy rezygnuję z nich bez żalu. Podobnie jest z niektórymi hasłami do alfabetu.

Kiedy kilka miesięcy temu przyszedł mi do głowy pomysł na abecadło byłam przekonana, że przy literze G pojawią się gazety i gadżety. Mogłabym nawet nie mieć żadnej nowej dzianiny do pokazania na blogu i w czasie jakiegoś długiego przestoju w dzierganiu napisać o różnych pismach, do których zaglądam i o akcesoriach, z których korzystam. Kocham książki, bardzo lubię czasopisma, cieszą mnie dobre narzędzia, ale mimo to nie widzę potrzeby rozpisywania się o tym. Oczywiście może się tak zdarzyć, że te tematy pojawią się kiedyś na blogu, ale chyba nieprędko.

Litera I od początku kojarzyła mi się z inspiracjami, wyobrażałam sobie, że pod tym hasłem pojawi się długa litania źródeł inspiracji, natchnień i pomysłów. Bardzo długa, może trochę monotonna, ale melodyjna i kojąca jak samo dzierganie. Bo inspiracje znaleźć można wszędzie, wystarczy uchylić drzwi wyobraźni i przychodzą same, pojedynczo lub gromadnie, czy to w sklepie, czy w lesie, czy przed ekranem i nie wiadomo kiedy, gdzieś na skraju fantazji i niedaleko konkretnych potrzeb zamieniają się w realne plany. A z planami jak wiadomo bywa różnie. Dzisiejszy odcinek z literą I w roli głównej nie będzie długą listą inspiracji, pokażę jedną dzianinę i wskażę jedno źródło inspiracji, dopowiem o improwizacji. Może powinnam zatytułować ten tekst „I jak inaczej”? Pewne rzeczy często wychodzą inaczej niż się zapowiadało i nie mam tu na myśli jedynie wyglądu dzianiny.

Tegoroczne lato okazało się dość łaskawe dla mojego dziergania. Dodatkowo, spędzając niemało czasu w drodze, której część poddano wielkim remontom wypełniałam stanie w korkach dzierganiem. Zrobiłam na drutach sweter, dwie bluzki, trochę drobiazgów, prawie wszystko z bawełny.

Od włóczkowej bawełnianej obfitości niemal zakręciło mi się w głowie, a ostatnio wciągnęło w wir okrągłych karczków, nagle dostrzegłam ich wyjątkową urodę, wygodę i lekkość. W tej materii moje doświadczenie było dość skromne. Podpierając się wzorami zrobiłam wcześniej dwa ciepłe swetry z okrągłym karczkiem… ten i ten.

Choć obydwie dzianiny były dość łatwe do wykonania to jednak pozostał jakiś opór przed samodzielnym zmontowaniem takiej formy. Wyobrażam sobie, że jeśli będę dodawać za mało to powstanie wąski stożek, a jeśli za dużo to może okazać się, że wyjdzie mi fałda, w której zmieściłyby się dodatkowe plecy, ręce i jeszcze całkiem spore zapasy włóczki.  Wiem, że zawsze można mierzyć, korygować, pruć i poprawiać.  Zanim jednak zacznę robić okrągłe karczki z rozmachem, na oko, z głowy ćwiczę na gotowych wzorach. Na stronie Garnstudio jest mnóstwo pięknych ażurowych karczków.

Na bluzkę dla Kingi wybrałam stamtąd wzór Sweet Bay. Wykorzystałam jeden motek bawełny z wiskozą, drugi motek bawełny bąbelkami, a gdy włączyłam trzeci zielony, to już nie była bluzka, tylko sukienka. Dół robiłam już na oko, powtarzałam tylko ażurowy motyw z karczku. Trzy kolory, trzy motki, każdy innej wielkości i grubości, wymyśliłam, że te inne bajki może połączyć paseczek zakończonym listeczkami.

A oto sukienka, od inspiracji do improwizacji!


















 

 

piątek, 16 lipca 2021

Hmm.... hurt?

Między falami upałów, deszczu i nawet gradu przepływają kolejne tygodnie lata. Czasem burzliwie i gwałtownie, innym razem w dziwnym spowolnieniu i w jakiejś niemocy, w obawie, żeby się nie roztopić. Życie dziewiarskie już nie jest dodatkiem do codzienności, jakimś światem równoległym, tylko stapia się ze mną na dobre. Zawsze mam coś na drutach i dużo rzeczy w planach.  W głowie wirują nowe pomysły, lecz w takie dni bardzo gorące, raczej trzeba studzić ten zapał.  Zamiast porywać się z moherem na słońce, zamiast sprawdzać jak ciepła i miękka jest alpaka lepiej mieć teraz na drutach coś typowo letniego, bawełnę z lnem i chłodzącą wiskozą i dziergać ją jakimś prostym, kojącym ściegiem bez główkowania nad konstrukcją dzianiny. W upalne dni trudno zachować chłodne myślenie, a czasem nawet samo myślenie, niezależnie od temperatury😉 Właśnie taką aktywność dziewiarską na początku lipca zorganizowała mi Julia. Zobaczyła moje bawełniane topy (ten i ten) i poprosiła o taki sam, również z dropsowej włóczki belle,  w kolorze róża migdałowa. Jak nie przepadam za powtarzalnością w tym co robię na drutach, tak tym razem pomysł mnie ucieszył i rzeczywiście okazał się idealnym lipcowym dziergadłem. Nie ukrywam, że sugerowałam jej jakieś urozmaicenia, ażury, rozcięcia, wydłużenia czy coś,  jednak Julia wiedziała czego chce, to miał być taki sam, prosty top, tylko nieco dłuższy niż moje. Sytuację miałam ułatwioną przez zbliżony rozmiar.

Tak więc powstała trzecia tego typu bluzeczka, jak dla mnie to już prawie hurt. Do paczki z bluzką postanowiłam dołączyć ubranka dla lalek, coś co ucieszyłoby również Tereskę. Zrobiłam szybko dwa landrynkowe komplety, różową spódnica z bolerkiem z połyskliwej włóczki i coś typowo letniego, spódnicę, kapelusz i torebkę z bawełny, w letnich owocowych kolorach, a torebkę nawet w owocowej, cytrusowej formie. Spódniczka może być dłuższa lub krótsza, wystarczy podwinąć w pasie. Te drobiazgi robiłam po prostu z głowy, na oko, bawełniany komplet zaczęłam od spódnicy, pobawiłam się z kształtowaniem formy rzędami skróconymi, wykorzystałam je również w kapeluszu i spódnicy. Czysta przyjemność i zabawa!

Dodatkowy pożytek z bawełnianych topów jest taki, ze mogą służyć jako tło do zdjęć dla małych form😊

 

























poniedziałek, 28 czerwca 2021

Hura!

Udało się zrobić zdjęcia letniego sweterka, który powstał już jakiś czas temu, kilka razy zaplanowany był już spacer połączony z sesją, jednak za każdym razem jakieś niesprzyjające sploty okoliczności krzyżowały nam plany. Najpierw chłody, potem deszcze, a potem jeszcze inne niespodziewane atrakcje. Cóż, nic straconego, całe lato przed nami, niejeden spacer, po parku, nad rzeką, może w lesie, albo wśród zbóż. W słomkowym kapeluszu, z koszem, albo plecioną torebką.

Taki słoneczny nastrój poczułam nie wiedzieć skąd kiedyś w środku zimy. Wymyśliłam wtedy letnią dzianinę w jasnych kolorach, słonecznych, soczystych. Sam pomysł tak bardzo mi się spodobał, że postanowiłam poeksperymentować również z formą. Przedstawiłam Edycie propozycję prezentu urodzinowego i jej reakcja jeszcze bardziej rozpaliła mój entuzjazm. Wymyśliłam bluzkę z łączonych kawałków, nic to, że zszywania dwa razy więcej, nic to że robione od dołu i że trudniej przewidzieć efekt. Włóczka za to piękna, nomen omen Belle. Wybrałam trzy kolory, narcyz, wodę różaną i ecru, ich połączenie dało efekt, który trudno mi opisać, letni, słoneczny i jakby chłodzący. A może to nie barwy tak zadziałały tylko przędza, mieszanka bawełny, wiskozy i lnu. Części przodu, tyłu i linie reglanu zszywałam na zewnątrz, aby te szwy były widoczne, takie surowe. Brzegi wykończyłam tzw. francuskim ściągaczem. Do końca obawiałam się jak na tych zszywanych częściach wyjdzie mi wykończenie dekoltu, ale udało się. No i wreszcie wczoraj udało się też zrobić zdjęcia, przy okazji zwyczajnego spaceru do parku, bez czekania na przechadzki wśród łanów zbóż albo po plaży. Skoro miałam już zdjęcia chciałam tę dzianinę pokazać już, szybko. Przyznaję, brak mi do niej dystansu, do tych słonecznych kolorów, do moich kombinacji, do twórczej zabawy, do pozytywnych emocji. To coś, czym warto się dzielić, zawsze, ale na początku wakacji szczególnie.

Czas na zdjęcia! 
















 

sobota, 5 czerwca 2021

Hop i top

Długo pozostawałam dość obojętna na sezonowe bawełniane dzierganie. Co prawda każdego roku powstawały jakieś bluzki, sukieneczki, ale nie miałam zbyt wybujałych planów na letnie dzianiny, nie miałam  włóczkowych marzeń, kaprysów, ani zbyt dużych zapasów z kategorii „lato”. I nagle zaszła zmiana, pokochałam letnie włóczki, z przyjemnością a nawet z rozmachem zrobiłam na drutach trzy dzianiny, z bawełny i z mieszanek bawełny z wiskozą i lnem, z nowych zakupów i z własnych zapasów, tak dawnych że prawie zapomnianych. Nagły mój zapał do tworzenia letnich ubrań był wprost proporcjonalny do kwietniowego i majowego chłodu, któremu towarzyszyły ciepłe skarpety i puchowe kurtki tak wiele razy ubierane z wiarą, że to już ostatni raz tej wiosny. Ziąb jednak trwał, lecz w sercu maj miał się dobrze. Z pięknych bawełnianych włóczek oczko za oczkiem powstawały nowe rzeczy. I mogłyby powstawać kolejne, w innych tonacjach, piękne zgaszone pastele rozgrzewały moją wyobraźnię.

Nie będę pisać teraz o tym  co mogłabym, albo co chciałabym zrobić, tylko pokażę, to co już jest gotowe. Jak wspomniałam zrobiłam ostatnio trzy letnie dzianiny, dwie z nich czekają na sfotografowanie, na odpowiednią sytuację i pogodę do zdjęć. Dziś pokażę prosty top. Zrobiłam go  z dropsowej  włóczki Belle, to mieszanka bawełny z wiskozą i lnem.

Zrobiłam krótką bluzeczkę przeznaczoną do letnich spódnic, ale do zdjęć ubrałam długie spodnie, wzięłam też z sobą ciepłą chustę, śmiesznie by było przeziębić się przy pokazywaniu lata. Takiej bluzki nie miałam w planach, powstała w zasadzie przypadkiem, przy okazji. Z innej dzianiny zostało mi trochę włóczki w kolorze woda różana, nie mogłam jej po prostu odłożyć, dokupiłam jeszcze trochę i szybko wydziergałam letni top. Same prawe oczka, tylko plisy ryżowe, raglan robiony od góry, bezszwowo, bez formowania podkroju szyi, fason najprostszy z możliwych, hulaj dusza, właściwie robiło się samo.

To tyle na dzisiaj, krótko, bo bluzka niedługa, a wkrótce pokażę dwie inne, słoneczne dzianiny.