Strony

środa, 18 lutego 2026

Poniekąd prezentowo

„Zima trzyma” – zwrot krótki i mocny, stwierdzenie faktu, które nie wymaga dodatkowych opisów skutych lodem tafli wody, zawiei, zamieci i dotkliwości sążnistych mrozów. Wystarczy powiedzieć, że zima wciąż trwa. Mnie jednak zastanawia to „trzymanie”. Bo mimo oczywistości tych słów nie wiem na pewno, czy chodzi o to, że zima sama się trzyma – i to nieźle jak na swój wiek. Czy może raczej trzyma nas? Utrzymuje zimowy czas w pewnych ryzach, zatrzymuje pęd. Niektórych zatrzymuje w domu, przeziębionych kładzie do łóżka, zwalnia z bieżączki, spowalnia codzienną zadyszkę.

Zima trzyma w swoich objęciach i tańczymy, jak zagrają słupki rtęci, jak zawirują płatki śniegu, wiedząc, że już za chwilę będzie inaczej.

Parę dni temu w powietrzu zapachniało już wiosną. Z ziemi jeszcze przed momentem skutej mrozem wyłoniły się liście przebiśniegów, żonkili i hiacyntów. Od samego początku przygotowanych do kwitnienia. Wychodzące na ten lutowy świat bez zdziwienia - takiego jak moje, bez radosnego zaskoczenia.

I nagle zwrot akcji – znów spadł śnieg, dużo śniegu. Zima trzyma, zabawa trwa, choć karnawał właśnie się skończył. Ale na tematy dzianinowe zawsze jest dobra pora…

Można powiedzieć, że czas prezentowy już za nami, lecz nawet w odniesieniu do prezentów gwiazdkowych nie jest to do końca prawda. Żaden prezent – nawet „prezent perfekt” – nie sprowadza się do jednej chwili wręczania. Trwa. A czasem nawet trzyma: nastroje, emocje, wrażenia.

W prezencie od syna dostałam dwa motki cudnej włóczki Lang Yarns Meriono 70, w pięknym i bardzo trafionym kolorze. Z tej miękkiej, gęstej i elastycznej przędzy postanowiłam zrobić czapkę z warkoczami – miękkimi, gęstymi i bardzo plastycznymi. Znalazłam odpowiedni wzór, rozliczyłam oczka i rozpoczęłam pracę, nie wiedząc, jak wyjdzie, czy wystarczy, czyli z dobrze znanymi dziewiarskimi emocjami. Wyszło dobrze, czapkę bardzo polubiłam.

Kolejna czapka również powstała bez konkretnego schematu, raczej na podstawie wyobrażeń Kasi, bo to dla niej ją zrobiłam. Miała być wygodna, dość wysoka, aby nie zsuwała się, gdy zostanie założona na kok z jej długich, pięknych włosów. Ważnym kryterium doboru włóczki była kolorystyka – miała ona pasować do dwóch różnych szali: jednego wielobarwnego, drugiego gładkiego. Idealnym rozwiązaniem było stworzenie melanżu z różnych nitek, dopasowującego się wizualnie do barw pozostałych ubrań. Połączyłam więc zielenie z Wooltime Alize, Kid Silk Drops,  Holst Garn Titicaca i Alpaka Drops. Wplotłam w tę czapkę dużo włóczkowych dobroci i jeszcze więcej mojej wdzięczności.

Trzecia z „prezentowanych” dzisiaj dzianin to bezrękawnik, który w pewnym sensie też wiąże się z prezentami. Kilka lat temu zrobiłam kamizelkę dla mojej mamy, pokazywałam ją w tym poście Bardzo podobały mi się linie ażurowego wzoru i sposób wykończenia dżersejem, bez ściągaczy, postanowiłam więc wykonać kiedyś taką samą dla siebie, no może nieco większą. Ilekroć widziałam mamę w tej kamizelce, nabierałam ochoty na nabranie oczek na tę dzianinę.

Właściwy moment pojawił się w marcu ubiegłego roku – sprężystą, merynosową włóczkę ze sprutego sweterka zabrałam ze sobą na dłuższy wyjazd. Nitka była wyraźnie grubsza niż Performance, co dało mi pewność, że przy tych samych drutach i tej samej liczbie oczek uzyskam większy rozmiar. Kamizelka powstawała trochę w podróży, trochę wieczorami, dopiero po powrocie do domu miałam czas na wykończenie, zszywanie, pranie, blokowanie i… zdziwienie, bowiem całość okazała się mniejsza, niż się spodziewałam.

Mogłaby to być dziewiarska przypowieść o konieczności wykonania próbki, ale słowo „konieczność” nie brzmi mi dobrze. Porcja ryzyka też ma swoje dobre strony.

Kamizelka jest całkiem wygodna, miękka, ciepła i lekka, dobrze się w niej czuję, choć nie wykluczam sprezentowania tej dzianiny którejś z moich siostrzenic.

I to właściwie byłoby na tyle. Skończyłam tekst i zaczęłam wklejać zdjęcia, gdy przypomniałam sobie zdanie, które postanowiłam jeszcze dopisać: „Nikt nie przechodzi przez twoje życie, nie zostawiając prezentu”. Ta myśl zwykle była używana w odniesieniu do niełatwych sytuacji, ale przecież można potraktować ją szerzej i doceniać te wszystkie prezenty, które pojawiają się każdego dnia w naszym życiu.

U mnie za oknem pada śnieg, ale słychać też ptaki, które wróżą koniec zimy. Zobaczymy, ile to jeszcze potrwa. Pozdrawiam ciepło, trzymajcie się 😊


























 

 

8 komentarzy:

  1. Piękna włóczka i pięknie splatające się warkocze. Czapeczka bardzo mi się podoba😍
    Dobrać odpowiedni kolor tak aby pasował do dwóch różnych szali to naprawdę trudna sztuka ale nie dla Ciebie. Poradziłaś sobie znakomicie. Kolor czapki jest fantastyczny a jej nosicielka będzie zapewne mega zadowolona.
    Kamizelka wyszła bardzo dobrze. Ja tam widzę że leży idealnie chyba że w zamyśle miało być inaczej. Ale to tylko Ty wiesz bo każdy kto spojrzy stwierdzi że tak ma być. Czasem nawet zrobienie próbki nie pomaga. Chyba najlepszym sposobem jest robienie i częste przymierzanie po wcześniejszym blokowaniu. Oczywiście nie we wszystkich projektach jest to możliwe ale z drugiej strony to zabiera dużo cennego czasu, który jest na wagę złota i po prostu nam się nie chce😌

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Amuszko! Zabawa kolorami to przyjemność i przygoda. Zgadzam się z Tobą, że zrobienie próbki nie zawsze gwarantuje przewidywalność. Zszywane dzianiny lubię zaczynać od rękawów, taka powierzchnia jest dla mnie idealną próbką. W rzeczach robionych w jednym kawałku łatwiej na bieżąco przymierzać i ewentualnie korygować rozmiar. Co do tej kamizelki, gdzie osobno robiłam plecy, osobno przód i potem zszywałam też mogłam zmierzyć rozmiar w trakcie pracy, ale robiłam to na wyjeździe, uwagę poświęcałam innym rzeczom. Tak jak piszesz, często po prostu szkoda czasu. Źle nie jest, ale wyobrażałam sobie więcej luzu. Pozdrawiam ciepło:-)

      Usuń
  2. Podoba mi się nazwa "biezaczka", chyba druty trochę wytracaja z biezaczki myślę sobie. Jeżeli tak to fantastycznie. Cudna kamizelka, już trochę wiosenna chyba, bo wszyscy już czekamy na wiosnę i mniej rzeczy do ubrania, żeby lżej, przewiewnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bardzo polubiłam słowo "bieżączka" - niezwykle trafnie oddaje naturę tak częstego stanu zabiegania, podobnie jak gorączka ma swoje funkcje, bywa potrzebna, ale jednak nie może to być stały stan. Więc to słowo bieżączka skłania do namysłu. Oczywiście przy drutach czas płynie inaczej, choć bywają chwile pośpiechu, ale jednak za wiele przyspieszyć się nie da. Dzięki za komentarz i miłe słowa:-) Pozdrawiam ciepło.

      Usuń
  3. Fuksja na tle zaśnieżonego drzewa wspaniale prezezntuje się. A ta druga czapka, to chyba taka ciepła, że na biegun północny można jechać. Ale moje serce skradła kamizelka, to jest "dzieło". Wszystko tu zgrało się, wzór, kolor i nawet ten wałeczek u dołu. Przepieknie. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Honorato, dziękuję za porcję miodu na moje dziewiarskie serce. Zwłaszcza skomplementowanie kamizelki mnie ucieszyło, wiem że ta forma to nie jest żadne odkrycie Ameryki, ale jak robiłam pierwszą wersję dla mamy to tak właśnie wyobraziłam sobie ten fason, plus ten wzór który choć zygzakowaty to ma miękkie linie. Lubię tę dzianinę, mam też ochotę na jakiś kardigan z większym ażurem, mam kilka czekających pomysłów. Ps. Jakoś tak mam, że każda myśl o dzianinach zaprasza kolejne... a przecież nie jest to jedyna treść mojego życia. Ściskam serdecznie.

      Usuń
  4. Wszystkie dzianiny jak zwykle udane, ale kamizelka - cudna !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie dziękuję za bardzo miłe słowa, zwłaszcza pod adresem kamizelki. Bardzo mnie to cieszy, tak jak wyżej napisałam do Honoraty. Bardzo ciepło pozdrawiam:-)

      Usuń